Dyniowa miska mocy - idealny pomysł na śniadanie:)

Dyniowa miska mocy - idealny pomysł na śniadanie:)

 To danie jest lekkostrawne, bezglutenowe i bardzo odżywcze. Jeśli przejadłeś się podczas Świąt lub czujesz się ociężały, polecam Ci jaglankę dyniową. Oprócz tego, że zniweluje Twoje dolegliwości i wspomoże trawienie, to również poprawi Twoje samopoczucie. Spożywana na ciepło rozgrzeje Twój układ pokarmowy, zwłaszcza żołądek i wątrobę, odtruwając je i jednocześnie pobudzając do lepszej, efektywniejszej pracy. Dodatek imbiru i cynamonu, oprócz tego, że świetnie komponuje się z dynią, to jeszcze pobudzi wytwarzanie soków trawiennych i żółci, zniweluje wzdęcia i mdłości, dzięki czemu pozbędziesz się dość szybko uczucia ciężkości i wszystkich związanych z nim dolegliwości. Kompozycja składników w tym daniu, również dzięki kaszy jaglanej przywróci Ci równowagę kwasowo-zasadową i bardzo korzystnie wpłynie na Twoje jelita. Nie będę teraz zanadto się rozpisywać o kaszy jaglanej, która w tym daniu gra pierwsze skrzypce, ponieważ jej właściwości zdrowotne są tak ogromne, że zasługują na odrębny wpis, co z pewnością uczynię:). Tymczasem, lecimy z przepisem.


Dyniowa miska mocy



PRZEPIS


Składniki (na 2 porcje):


1. Pół szklanki suchej kaszy jaglanej,

2. 2 garści pokrojonej w kostki dyni Hokkaido (lub każdej innej), a jeśli akurat nie masz dyni możesz użyć batata,

3. 2 dojrzałe banany (mają wspaniały wpływ na jelita i trawienie oraz dodadzą temu daniu słodkości). Jeśli akurat ich nie masz dodaj odrobinę ulubionego, naturalnego słodzika np. miodu lub ksylitolu,

4. ½ łyżeczki cynamonu (najlepiej cejlońskiego),

5. 1 cm startego, świeżego korzenia imbiru lub większa szczypta imbiru w proszku,

6. Szczypta świeżo zmielonego pieprzu (opcjonalnie). Pieprz podkręci metabolizm i uspokoi żołądek.



Wykonanie:


1. Kaszę jaglaną przełóż na sitko i dokładnie wypłucz pod bieżącą wodą. Następnie namocz ją w wodzie przynajmniej na 20 minut. Po tym czasie wypłucz ją ponownie pod bieżącą wodą i dodaj do wrzącej wody. Zagotuj,

2. Gotuj przez ok. 10 minut, nie mieszając,

3. Po 5 minutach gotowania dodaj dynię lub batata i wszystkie przyprawy,

4. Gotuj do miękkości kaszy i batata,

5. Odcedź i przełóż wszystko do blendera,

6. Zblenduj na gładką masę i przełóż do miseczki,

7. Udekoruj ulubionymi owocami, posypkami i/lub ziarnami, orzechami (u mnie mandarynka, kakao i pestki dyni).


Gotowe:).

Lekkości i smacznego:).



CZY WIESZ, ŻE..?


1. Dynia podobnie jak marchew zawiera ogromne ilości bata-karotenu – związku o silnym działaniu antyoksydacyjnym, oraz dużą zawartość witaminy A, wzmacniającej wzrok i korzystnie wpływającej na skórę, a także wzmacniającej ściany jelit,

2. Jest bogata w błonnik, dzięki któremu poprawi się zdrowie Twoich jelit i wzmocni odporność dzięki mikrobiomowi (florze bakteryjnej),

3. Jej spożywanie zbija gorączkę,

4. Jest prawdziwą bombą witaminową zawierającą witaminy z grupy B, witaminę C, E, PP, beta-karoten, a także potas, magnez, wapń, fosfor, żelazo, śladowe ilości selenu, miedzi, manganu i cynku. Im bardziej pomarańczowa barwa miąższu, tym większa zawartość karotenoidów. Dynia zawiera znikome ilości tłuszczów i białek, nieco więcej węglowodanów,

5. Badania wykazały, że dzięki dużej zawartości beta-karotenoidów częste spożywanie dyni zmniejsza ryzyko wystąpienia nowotworu żołądka, piersi, płuc i jelita grubego,

6. Beta-karoten zapobiega też odkładaniu się złogów cholesterolowych w ścianach tętnic, chroniąc je w ten sposób przed miażdżycą, a co za tym idzie, zawałami czy udarami mózgu. Poza tym reguluje ciśnienie krwi,

7. Miąższ dyni działa przeciwwymiotnie i z tego powodu jest idealny m.in.  dla kobiet w ciąży,

8. Skórki dyni Hokkaido (na zdjęciu) oraz dyni Piżmowej są jadalne, dlatego te dynie warto jeść wraz z nimi,

9. Dynia, głównie piżmowa, ale też każda inna świetnie nadaje się do zrobienia z niej pysznego makaronu, za pomocą obieraczki julienne lub strugaczki do warzyw. To super alternatywa dla makaronu pszennego i ciekawy pomysł na obiad. Polecam!

10. Pestki dyni, oprócz tego, że zawierają podwójną ilość tych samych witamin i minerałów, co dynia, to szczególnie bogate są w cynk, dzięki któremu włosy, skóra i paznokcie pozostają zdrowe, gładkie i błyszczące. Cynk odgrywa również ogromną rolę w regulacji organów wewnętrznych, głównie serca i trzustki poprzez regulowanie ciśnienia krwi i wytwarzanej insuliny. Podnosi odporność.

11. Pestki dyni mają działanie antypasożytnicze, dlatego warto podawać je zwłaszcza dzieciom w wieku szkolnym i przedszkolnym, ponieważ ponad 80% z nich w tym właśnie wieku ma Lamblie i/lub Owsiki.


Makaron gryczany MAC 'N' CHEESE

Makaron gryczany MAC 'N' CHEESE

 To pyszne, wegańskie i mega sycące danie, które doda Ci energii, rozgrzeje i odżywi. Idealne na zimowe popołudnia;). Z wymienionych składników uzyskasz pyszny, kremowy, orzechowo-serowy sos, bez użycia jakiegokolwiek sera. Makaron z sosem to danie, które lubi praktycznie każdy, dlatego mam nadzieję, że polubisz je równie mocno jak ja:). 

 

Makaron mac and cheese

Makaron gryczany (Soba) gotuje się dużo szybciej niż tradycyjny makaron (3-5 minut) i jest od niego nie tylko dużo zdrowszy, ale też dużo lżejszy. Oznacza to, że po jego spożyciu nie będziesz odczuwać spadku energii, uczucia ciężkości i ospałości jak po zjedzeniu białego makaronu z mąki pszennej. Osobiście (jak już wiesz) nie jadam białej mąki m.in. właśnie z wymienionych powodów. Dlatego tak bardzo lubię Sobę:). 

Do tego dania używam makaronu Soba z Lidla (na zdjęciu poniżej). Jest pakowany w ‘wiązki',  jak na zdjęciu. Można go kupić podczas tygodnia azjatyckiego. Zawsze wtedy kupuję 2,3 opakowania, które wystarczają mi na bardzo długo, ponieważ wszelkiego rodzaju makarony jadam naprawdę rzadko. Jeśli mam być szczera, ten makaron nie jest moim wymarzonym pod względem składu, ponieważ zawiera tylko 15% mąki gryczanej. Nie wiem dlaczego, ale kupienie makaronu gryczanego z zawartością mąki gryczanej powyżej 50% graniczy naprawdę z cudem (nie wiem czy tylko w Polsce). Mimo to ten makaron jest i tak o niebo zdrowszy niż makarony z mąki pszennej, dlatego polecam spróbować;).


Makaron gryczany Soba


PRZEPIS


Składniki:


1. Makaron soba (lub inny ulubiony – tyle, ile potrzebujesz),

2. 2,3 sztuki niewielkich ziemniaków,

3. Pół średniego batatu,

4. Garść nerkowców,

5. 4 łyżki nieaktywnych płatków drożdżowych (to one wraz z nerkowcami nadadzą potrawie serowo-orzechowy smak),

6. Niewielka cebula,

7. 1,2 ząbki czosnku,

8. Odrobina startej skórki z limonki (opcjonalnie),

9. Szczypta wędzonej papryki w proszku (opcjonalnie),

10. Sól, Pieprz do smaku,



Wykonanie:


1. Nerkowce namocz w wodzie przynajmniej na 4 godz (możesz je namoczyć rano w dniu przygotowywania posiłku lub dzień wcześniej na noc),

2. Obierz ziemniaki i pokrój w większą kostkę,

3. Ziemniaki wrzuć do wrzącej, osolonej wody,

4. Po 10 min gotowania ziemniaków dodaj obranego i pokrojonego w kostkę batata oraz nerkowce,

5. Gotuj wszystko razem do miękkości ziemniaków,

6. Ugotuj makaron zgodnie z opisem na opakowaniu, odlej wodę i odcedź,

7. Odlej wodę z ugotowanych warzyw i przełóż je do blendera,

8. Na patelni podsmaż cebulę do zrumienienia i również przełóż do blendera,

9. Dodaj czosnek, płatki drożdżowe i przyprawy,

10. Miksuj na najwyższych obrotach do momentu powstania sosu o konsystencji ciągnącego się sera,

11. Wymieszaj sos z makaronem i posyp natką pietruszki,

12. Dodaj pomidorki koktajlowe (opcjonalnie).


Smacznego:)

Akupresura - uciśnij to miejsce 10 razy i zobacz co się stanie...

Akupresura - uciśnij to miejsce 10 razy i zobacz co się stanie...


 

Zdrowie i witalność

Zdrowie i witalność

 Zdrowie i witalność są w naszej kulturze postrzegane jako stany luksusowe, zarezerwowane wyłącznie dla nielicznych. W dzisiejszym, pędzącym świecie tak mocno oddaliliśmy się od natury, że nikogo nie dziwi już fakt, że ludzie chorują i zbyt szybko się starzeją. Mało kto jest też w stanie zauważyć, że osoby całkowicie zdrowe (pomijając urazy mechaniczne) są dzisiaj naprawdę wyjątkami. Tymczasem, jeszcze sto lat temu choroby przewlekłe były naprawdę rzadkością. Ludzie umierali głównie z powodu panujących epidemii, głodu i wojen. Dziś, teoretycznie takie sytuacje nam nie zagrażają, bo nawet siła rażenia obecnej pandemii koronawirusa nie jest nawet w ¼ tak ogromna jak ówczesnych epidemii i jak straszą nas media. Nadal najwięcej ludzi umiera z powodu chorób przewlekłych. 

 

Zdrowie i witalność


Tak dalece utkwiliśmy w atmosferze oczekiwania na choroby, że dla większości z nas oczywiste jest, że najlepsze, na co możemy liczyć to zdrowe dzieciństwo i młodość. Jesteśmy przekonani, że zdrowie i witalność mogą nam towarzyszyć co najwyżej do wieku średniego. Później spodziewamy się już tylko, że nasze zdrowie, witalność i mobilność będą się pogarszać każdego dnia. Na pewno nieraz słyszałeś od swoich bliskich czy znajomych stwierdzenia typu: ‘to już nie te lata’ albo: ‘siły już nie te’ lub też, co jeszcze gorsze: ‘na coś trzeba umrzeć’. Najbardziej jednak przykre jest to, że takie zdania padają z ust coraz młodszych ludzi. To bardzo frustrujące. Wielu z nich bowiem twierdzi, że jedyne, co może zrobić, aby poprawić swoje zdrowie i podnieść jakość życia, to spowalniać lub hamować te procesy wszelkimi możliwymi sposobami jak np. za pomocą leków i operacji. Choć jeszcze nie tak dawno temu myślałam podobnie, dziś takie opinie niektórych moich znajomych niezmiennie mnie zasmucają i wprowadzają w konsternację. Dlaczego? Bo moim zdaniem, powodem takiego sposobu myślenia są głęboko zakorzenione w nas przekonania, że choroba jest czymś nieuniknionym, a jeśli Cię to nie spotka oznaczać może tylko tyle, że jesteś szczęściarzem. To przekonanie budujemy przez cały czas, przekazując z pokolenia na pokolenie informację, że taka jest naturalna kolej rzeczy. A poddanie tej teorii w jakąkolwiek wątpliwość przypomina próbę przekonania ptaka, że nie potrafi latać, a ryby, że nie zdoła popłynąć. Być może to porównanie okaże się dla Ciebie mocno przesadzone, odzwierciedla jednak głęboką prawdę o ludzkiej naturze. Trudno jest bowiem kwestionować coś, co od najmłodszych lat uznawaliśmy za jedyną i słuszną prawdę. 


    Zjawisko rosnącej, choćby tylko w naszym otoczeniu, liczby osób cierpiących na różnego rodzaju dolegliwości czy umierających z ich powodu jest niezaprzeczalnym faktem. Statystyki mówią same za siebie i są naprawdę zatrważające. Wiele osób cierpi na różnego rodzaju mniejsze bądź większe problemy zdrowotne, które ograniczają bądź też uniemożliwiają im korzystanie z życia w pełni. Ja sama do nich należałam, uskarżając się na regularne, wręcz królewskie bóle głowy, które kradły mój czas, odbierały mi radość, a czasem nawet chęć życia. Często dopadały mnie również infekcje bakteryjne o dość ostrym przebiegu, które uziemiały mnie w domu i dodatkowo tłumione lekami, pozbawiały energii z dnia na dzień. Dość szybko jednak zauważyłam, że większość otaczających mnie osób (jeśli nie wszyscy) również cierpi na różnego rodzaju ‘drobne’ dolegliwości, takie jak chociażby: alergie, egzemy, bóle głowy, ciągłe infekcje, zaparcia, problemy żołądkowe i wiele, wiele innych. Najgorsze w tym jest jednak to, że wszyscy, w mniejszej bądź większej części, te dolegliwości akceptujemy, dając sobie na nie absolutne przyzwolenie, bo przecież ‘każdemu coś dolega’. Prawda. Osobiście nie znam nikogo w swoim otoczeniu, kto byłby całkowicie wolny od jakichkolwiek problemów zdrowotnych. I co ciekawe, wszystkie te osoby, co do jednej, twierdzą, że są zdrowe i że wszystko z nimi jest w porządku. W świetle coraz częściej pojawiających się chorób poważnych, przewlekłych, można by rzeczywiście pokusić się o stwierdzenie, że te drobne ‘kłopoty’ nie są takie straszne. Jak jednak sklasyfikować osobę, która cierpi na ciągłe zaparcia? Albo tę, u której regularnie, raz na trzy miesiące pojawia się zapalenie zatok, gardła lub egzema? Chora czy zdrowa? Póki co, zostawię Cię z tym pytaniem, abyś mógł odpowiedzieć na nie sam, po przeczytaniu tego artykułu do końca. 


Dziś, praktycznie każda znana mi osoba przyjmuje jakieś leki, niezależnie od tego na jak poważną dolegliwość cierpi. Nie jestem tym zdziwiona. Każdego dnia jesteśmy bombardowani tysiącem różnych informacji i reklam leków oraz suplementów, dosłownie zewsząd. Na pewno zauważyłeś, że właściwie w każdym bloku reklamowym, czy to w telewizji czy w radio, co druga reklama to oferta składana nam przez koncerny farmaceutyczne. W każdej z nich zachęca się nas do stosowania różnych środków, począwszy od tabletek na brzydki zapach z ust, sprayu do czyszczenia uszu, chemicznych suplementów a na tabletkach od bólu głowy i na chorą wątrobę skończywszy. Na każdy, nawet najdrobniejszy problem, farmacja zawsze ma dla Ciebie ‘rozwiązanie’. Najbardziej jednak przerażający jest fakt, że większość tych leków można kupić w każdej aptece bez recepty i bez konsultacji z lekarzem. Leczymy się na własną rękę, nie mając właściwie żadnego pojęcia o działaniu i skutkach ubocznych tych leków. Jeśli zastanowisz się głębiej, większość tych reklam jest tak absurdalna, że aż trudno uwierzyć, że w tak ogłupiający i perfidny sposób próbuje się nas przekonywać o skuteczności danego specyfiku. Przykładem może być reklama, w której jakiś kobiecy głos zachęca: ‘Dużo pracujesz, masz ciągłe bóle głowy.. Migreny nie pozwalają Ci sięgać po więcej? Weź tabletkę, a ból zniknie’. Dla mnie podtekst tej wypowiedzi ma dużo głębsze i niekoniecznie pozytywne dno, ponieważ sugeruje, że nasze ciała to maszyny, które bez względu na to jak je traktujemy, mają funkcjonować bezustannie, najlepiej z każdym dniem jeszcze szybciej, jeszcze intensywniej i jeszcze wydajniej. Dokąd jednak mogą zaprowadzić nas takie działania, kiedy nie dajemy ciału szansy na odpoczynek, na złapanie oddechu, zatrzymanie się i zastanowienie nad przyczyną bólu? W moim odczuciu takie zachowania stanowią bardzo jasny przekaz dla naszego ciała: ‘ja Cię nie wspieram i nie szanuję, ale Ty musisz funkcjonować bez zarzutu, z każdym dniem coraz intensywniej’. Tą właśnie prostą, aczkolwiek powolną drogą, zmierzamy w kierunku coraz krótszego życia i coraz poważniejszych chorób.


Choć już nie od dziś o tym wiadomo, możesz być mocno zaskoczony informacją, że leki nikogo jeszcze nie wyleczyły. A jeśli ktoś, kto przyjmował jakiekolwiek leki tak właśnie twierdzi, jest niestety w dużym błędzie. Słyszałeś na pewno o efekcie placebo. W większości przypadków to właśnie on jest odpowiedzialny za uzdrowienie czy też wyleczenie. Placebo jest tak skuteczne, ponieważ siła umysłu czyli myśli, emocji i uczuć jest o wiele potężniejsza w oddziaływaniu na nasze ciało niż jakikolwiek wpływ fizyczny. Jeśli na przykład mocno uwierzysz, że wyzdrowiejesz, znajdziesz środki i sposób, żeby to właśnie osiągnąć. Twoje pozytywne oczekiwania, bez względu na rodzaj i metodę, którą wybierzesz staną się w efekcie Twoją rzeczywistością. Z kolei negatywne oczekiwania, napełnią Cię strachem i brakiem nadziei, stając się w rezultacie Twoją samospełniającą się przepowiednią. Tak właśnie działa ludzki umysł.  Dlatego warto pamiętać na co dzień, jak i czym go karmimy.  Mimo tej informacji, o której każdy z nas na pewno słyszał, antidotum na wszystkie nasze bolączki, niezależnie od przyczyny jest nadal wszechobecnie królująca tabletka. Tabletka przeciwbólowa. Czy zauważyłeś, że już samo słowo ‘przeciwbólowa’ sugeruje dość dokładnie, że zadaniem takiej pigułki jest usunięcie bólu (skutku), a nie jego przyczyny? Niestety, to nie działa w ten sposób, ponieważ jedyne, co jesteśmy w stanie osiągnąć za pomocą medykamentów to chwilowa ulga i pozbycie się bólu tylko na jakiś czas, nie wspominając o skutkach ubocznych ich stosowania. Takie działania są bardzo niepożądane, ponieważ jedynie tłumią i maskują objawy, udaremniając wysiłki ciała w drodze do uzdrowienia i tym samym mocno je osłabiając. Wiedz, że nie uzdrowisz się dopóty, dopóki nie rozpoznasz prawdziwej przyczyny swoich dolegliwości i nie zajmiesz się nią. W pierwszej kolejności, to zawsze ona wymagać będzie Twojej uwagi. Wszyscy przecież wiemy, że ‘nic nie dzieje się bez przyczyny’. Bez przyczyny nie ma skutku. Nigdy. A jednak, mimo tej banalnej prawdy, często zapominamy, że to proste prawo natury odnosi się również, a może właśnie przede wszystkim do naszego zdrowia i samopoczucia. 


Dla potwierdzenia swoich argumentów posłużę się przykładem. Jeśli dość regularnie boli Cię głowa, za każdym razem, gdy pojawia się ból, sięgasz po tabletkę, bo wiesz, że po niej ból minie szybko. Nie zastanawiasz się jednak kompletnie nad przyczyną tego bólu, bo nauczyłeś się, że wszystko, co możesz zrobić w takiej sytuacji to pozbyć się go jak najszybciej. Niestety to nie działa. Owszem, ból minie na chwilę lub odejdzie na jakiś czas, lecz prawdziwe uleczenie to dużo więcej. To odkrycie przyczyny i uporanie się z nią. Czynników powodujących ból głowy może być naprawdę wiele, od stresujących sytuacji, odwodnienie, niewyspanie, zmęczenie, problemy trawienne, głód aż po te naprawdę poważne. A my zwykliśmy wierzyć, że niezależnie od rodzaju tych czynników, niezmiennie jedna i ta sama, maleńka pigułka jest w stanie uleczyć każdy z nich. Sam widzisz, że jest to myślenie mocno pozbawione sensu. Wracając jednak do przykładu, jesteś kompletnie nieświadomy, że przyczyną Twoich częstych bólów głowy jest odwodnienie. Nawet w sytuacji, gdy ktoś z Twoich bliskich zasugerowałby Ci tę właśnie zależność, Ty oczywiście zaprzeczysz, bo przecież pijesz dużo wody. Problem polega na tym, że co druga osoba twierdzi, że pije dużo, a mimo to jest odwodniona. Jak to się dzieje? Aby odpowiedzieć na to pytanie, zwyczajnie trzeba pójść o krok dalej i zastanowić się, jakie elementy przyczyniają się w Twoim życiu do odwodnienia. Takich rzeczy może być naprawdę wiele, a Ty możesz nawet nie wiedzieć, że sam nieświadomie sobie szkodzisz. Załóżmy jednak, w tym konkretnym przykładzie, iż mimo, że nawadniasz swoje ciało, do południa wypijasz trzy filiżanki kawy, po pracy zasiadasz na kolejną godzinę (lub dłużej) przed telewizorem, a popołudniami ćwiczysz intensywnie przez co najmniej godzinę, lub co jeszcze gorsze, wypijasz dwa, trzy piwa. Owszem po drodze wypijasz jedną, może dwie szklanki wody, ale na tym koniec. Wypompowany kładziesz się spać, a następny dzień znowu zaczynasz od kawy. Być może się zdziwisz, ponieważ w taki właśnie sposób funkcjonuje większość z nas, ale zachowania pokazane w tym przykładzie (uwierz mi na słowo) stanowią wystarczające powody, aby silnie się odwodnić. Myślę, że nie ma sensu w tej chwili rozpisywać się o przesłankach powodujących odwodnienie, ponieważ na ten temat poświęcę osobną publikację. Podpowiem lub raczej przypomnę na razie tylko tyle, że kawa jest mocno moczopędna. Piwo również. Ufam, że już doskonale wiesz co mam na myśli. I obiecuję, że do tematu powrócę. Kontynuując jednak nasz przykład, tabletki od bólu głowy łykasz od momentu, kiedy poczułeś się przemęczony pracą, to wtedy też zacząłeś wypijać nie jedną, a trzy filiżanki kawy dziennie. To był dokładnie ten moment, w którym pojawiły się bóle głowy. Powiedzmy, że ta sytuacja trwa już dwa lata. Mimo brania coraz większej ilości tabletek, bóle głowy nie mijają, lecz pojawiają się częściej i są o wiele bardziej intensywne niż na początku. Dodatkowo od czasu do czasu czujesz kłucie w okolicach wątroby i zacząłeś cierpieć na biegunki. Sięgasz po kolejne leki, tym razem na wątrobę oraz przeciw biegunkom. Ogólnie funkcjonujesz coraz gorzej. Twój stan zdrowia od momentu sięgnięcia po tabletkę od ‘zwykłego bólu głowy’ znacznie się pogorszył, bo do tego dołączyły jeszcze inne objawy. Jak więc widzisz, działania, które podjąłeś aby wyleczyć ból głowy okazały się bardziej niszczące niż początkowa dolegliwość. Dlaczego tak się stało? Ponieważ każdy przyjmowany lek ma skutki uboczne, jest dla Twojego ciała toksyczny i w związku z tym silnie odwadniający. Przyjmowane pigułki za każdym razem podrażniały Twój żołądek i wątrobę, wskutek czego pogorszyło się trawienie i wystąpiły biegunki. Niweczyłeś wysiłki wątroby w pozbyciu się toksycznych leków poprzez przyjmowanie kolejnych. Tak więc, do pierwotnej przyczyny bólów głowy jakim było odwodnienie, dołączyły problemy trawienne i źle funkcjonująca wątroba. Odwodnienie się pogłębiło, ponieważ, aby pozbyć się toksycznych leków ciało potrzebowało jeszcze większych ilości wody niż dotychczas. Jak sam widzisz, znalazłeś się w niełatwej sytuacji przysłowiowego króliczka. Gdybyś, w momencie pojawienia się bólów głowy odnalazł pierwotną przyczynę swoich dolegliwości i zwyczajnie wyrwał ją jak chwast poprzez picie większej ilości wody i zredukowanie ilości wypijanej kawy i piwa, opisana sytuacja nigdy nie miałaby miejsca. Pewnie w tym miejscu mocno się sprzeciwisz, tłumacząc to brakiem świadomości i wiedzy. Tak się składa, że… masz rację. A to dlatego, że niezwykle trudno jest odkryć przyczynę swoich dolegliwości, gdy własne zdrowie powierza się w cudze ręce porzucając tym samym własne odczucia i intuicję, nie jest się uważnym na sygnały, które wysyła ciało i/lub też przyczyna nie jest wcale tak oczywista (nieuświadomiona). Pewnie zapytasz teraz, co robić. Po pierwsze, jeśli nie czytałeś moich pierwszych wpisów o stylu życia, zacznij od nich. Znajdziesz TU i TU, mam nadzieję, wiele przydatnych wskazówek. Drugą i najlepszą rzeczą, jaką możesz dla siebie zrobić, to działać na wszystkich możliwych płaszczyznach. Po pierwsze: nie zaśmiecaj swojego ciała i umysłu, sprzątaj je regularnie i odżywiaj zdrowym, pożywnym pokarmem. Po drugie: częściej obcuj z naturą, ruszaj się i bądź bardziej uważny. Oto prawdziwa droga do zdrowia i lepszego samopoczucia. 


Mimo, że przedstawiony przykład jest tak naprawdę wymyślony, doskonale obnaża gorzką prawdę, w której żyjemy. Pokazuje, że żyjąc w nieświadomości płacimy podwójną cenę. Najpierw kupujemy leki w nadziei, że nas uleczą, potem musimy przyjmować kolejne, ostatecznie tracąc zdrowie bądź umierając. Ślepa uliczka, koniec, the end. Tym bowiem sposobem, nie zwracając uwagi na przyczyny swoich problemów zdrowotnych, powoli stajesz się dożywotnim pacjentem i klientem koncernów farmaceutycznych. Wyruszasz w drogę, która nigdy się nie kończy.  Lub też kończy się tragicznie. ‘Umarł na skutek leczenia’. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad sensem tego często słyszanego sloganu? Czy Twoim zdaniem to stwierdzenie nie sugeruje wręcz dosłownie, że leczenie chemicznymi lekami jest szkodliwe? Jak to jest, że wszyscy o tym wiemy, a jednak nadal lub też pomimo to, uważamy, że leki leczą?


Osobiście twierdzę, że za taki stan rzeczy odpowiedzialnych jest kilka czynników. Pierwszy z nich i moim zdaniem najważniejszy to całkowita ignorancja w edukowaniu społeczeństwa w tym, w jaki sposób we własnym zakresie utrzymać organizm w zdrowiu. Nie uczy się nas w szkołach jak dbać o zdrowie fizyczne oraz psychiczne. Nie potrafimy zadbać o wewnętrzną higienę naszych ciał, nie mamy za dużego pojęcia o tym, jak funkcjonują nasze ciała, nie wiemy co i ile jeść, jak jeść i kiedy jeść, nie potrafimy radzić sobie ze stresem, nie wiemy jak budować dobre relacje, jak być dobrymi rodzicami, pracownikami, jak być po prostu zdrowymi, szczęśliwymi ludźmi. Nie mamy pojęcia jak słuchać swojego ciała, aby mądrze odpowiadać na jego potrzeby. A to właśnie te wszystkie elementy stanowią klucz do naszego zdrowia i mocno je definiują. Owszem, mamy dostęp do wielu różnych informacji na temat zdrowia. Nie zaprzeczę. W przeważającej części są to jednak informacje tworzone na potrzeby różnorakich korporacji, które bardziej zainteresowane są sprzedaniem nam swoich dóbr i usług niż przekazywaniem rzetelnych informacji umożliwiających nam naukę jak pozostać zdrowymi przez całe swoje życie. W efekcie, jedyne czego nas nauczono to sposoby takie jak leki i inne agresywne terapie, za pomocą których możemy szybko pozbyć się i/lub powstrzymać wszelkie symptomy, jednocześnie wychodząc naprzeciw i spełniając oczekiwania wspomnianych korporacji. 


W tym miejscu pragnę mocno podkreślić, że jestem naprawdę daleka od jakiejkolwiek krytyki zachodniej medycyny czy lekarzy. Wręcz przeciwnie. Jestem pełna podziwu i darzę ogromnym szacunkiem lekarzy, którzy z powołania i z tak wielkim oddaniem poświęcają swoim pacjentom wiele czasu, aby uśmierzać ich ból i cierpienie. Interwencje lekarskie, zwłaszcza w zakresie chirurgii czy kardiologii uratowały życie milionom ludzi na świecie, poszkodowanych w wypadkach czy też cierpiących w wyniku chorób nagłych lub o ostrym przebiegu jak np. udar, zawał serca czy zapaść. Jednak jakiekolwiek interwencje lekarskie w przypadku chorób przewlekłych, nigdy nie przyniosą pożądanych rezultatów, dopóki nie zostanie uleczona ich pierwotna przyczyna. 


Kolejnym bardzo ważnym czynnikiem, z powodu którego, moim zdaniem, podążamy w niewłaściwą stronę chemicznych leków i innych terapii proponowanych przez medycynę alopatyczną, jest głęboka ignorancja praw natury. Zapominamy często, że człowiek tak samo jak zwierzęta i rośliny jest częścią ekosystemu. Głównym winowajcą naszego odejścia od matki natury jest dynamiczny rozwój nauki, technologii i techniki, w starciu z którymi, natura straciła na swej atrakcyjności. To bardzo zły kierunek. Bo jeśli człowiek jest częścią natury, to czy możliwe jest, aby stał się na tyle inteligentny i samodzielny, aby się od niej odłączyć i móc bez niej żyć? Absolutnie nie! Niestety coraz częściej w to wierzymy, w rezultacie przypłacając to zdrowiem, a nawet życiem. 


Na pewno wiele razy spotkałeś się ze zdaniem: ‘Natura rządzi się swoimi prawami’. Jest to jednak stwierdzenie, które według mnie, silnie potwierdza kompletne niezrozumienie praw natury. Zwykliśmy wierzyć, że natura jest nieprzewidywalna i nieuporządkowana oraz że zachowuje się w nielogiczny, niespójny sposób. A jednak ani zwierzęta ani rośliny w naturze nie chorują i nie przyjmują leków, bo ich zwyczajnie nie potrzebują. Natura ma dla nas własne leki: powietrze, wodę, słońce i rośliny, z których możemy korzystać do woli przez cały czas trwania swojego życia i z tego powodu nigdy nie chorować. Tak właśnie zaplanował to wszechświat - zdrowie i witalność są naturalnymi stanami ludzkiego ciała, tak długo, dopóki zachowasz mu wierność i oddanie. Dlatego jedyna możliwa odpowiedź na wszystkie Twoje bolączki znajduje się właśnie w naturze. Wbrew temu, co ogólnie się sądzi, jedynym i najważniejszym celem natury jest utrzymanie życia na ziemi, bez względu na to jak pozornie pozbawione sensu wydaje się być jej działanie.


Celem tego artykułu było przedstawienie Ci trochę innego spojrzenia, które na temat zdrowia posiadałeś do tej pory, po to abyś mógł się na chwilę zatrzymać, zastanowić i na nowo docenić potęgę natury, a przez to samego siebie.  Ufam głęboko, że to, o czym przeczytałeś wiedziałeś od zawsze, bo jako żywa istota nierozerwalnie złączona z naturą, masz w sobie jej mądrość. Mogłeś zwyczajnie się pogubić, ponieważ sposób, w jaki funkcjonuje dzisiejszy świat niepostrzeżenie odwrócił Twoją uwagę w zupełnie inną stronę.




Przeciwzapalny, energetyzujący, pyszny i poprawiający nastrój drink kurkumowy

Przeciwzapalny, energetyzujący, pyszny i poprawiający nastrój drink kurkumowy

 Przy okazji pisania artykułu na temat kurkumy, obiecałam przepis na pyszny, odżywczy, wzmacniający ‘drink’ zrobiony właśnie na bazie kurkumy. O jego wspaniałych właściwościach i oddziaływaniu na organizm nie będę się specjalnie rozpisywać, ponieważ wszystko, co powinieneś na jego temat (i kurkumy) wiedzieć znajdziesz we wspomnianym artykule – KLIK.

 

Drink z kurkumą

 


Dodam tylko tyle, że na zimowe wieczory, chandrę, osłabienie, przemęczenie czy pierwsze oznaki przeziębienia jest po prostu idealny. Ja dzisiaj tak właśnie się czuję, dlatego po długim męczącym dniu i ciepłym prysznicu postanowiłam spędzić wieczór właśnie w jego towarzystwie, Netflix’a i nadchodzącej świątecznej atmosfery. Jeśli czujesz się podobnie i chciałbyś poprawić swoje samopoczucie, polecam Ci wypróbowanie tego pysznego 'drinka'.



Składniki (dla dwóch osób):


1. 1 dojrzała, słodka pomarańcza,

2. 2 łyżeczki kurkumy,

3. ½ łyżeczki cynamonu (najlepiej cejlońskiego), 1 cm świeżego startego imbiru (może być w proszku - 1/2 łyżeczki), świeżo zmielone goździki (1/3 łyżeczki - opcjonalnie),

4. Szczypta świeżo zmielonego pieprzu lub szczypta chili,

5. ¾ łyżeczki dobrej jakości oleju kokosowego,

6. Gorąca, zagotowana woda,

7. Naturalny słodzik np. miód, syrop z agawy, ksylitol.


Wykonanie:


1. Pomarańczę obierz możliwie najdokładniej, pozbywając się również białej skórki i błonek (to ważne, jeśli nie chcesz lub nie lubisz czuć (gryźć) twardych błon podczas picia drinka),

2. Obraną pomarańczę przełóż do blendera, dodaj przyprawy i zblenduj na gładki mus,

3. Dodaj gorącą wodę, olej kokosowy i ponownie zblenduj,

4. Po chwili dodaj naturalny słodzik np. miód czy syrop z agawy. Dodaj go tyle, ile potrzebujesz.

 

Drink z kurkumą

 



Gotowe:). Smacznego!


Maria Sadowska - Tu i teraz #święta

Maria Sadowska - Tu i teraz #święta




 

Tosty z awokado - 3 pyszne wariacje (plus ciekawostki i porady)

Tosty z awokado - 3 pyszne wariacje (plus ciekawostki i porady)

 Pyszne na śniadanie, kolację i nie tylko. To syty, pełen witamin i kolorów pełnowartościowy posiłek, który zadowoli najbardziej wyrafinowane podniebienia. Awokado, ze względu na swój mało zdecydowany i lekko maślany smak, najlepiej komponuje się z dość wyrazistymi warzywami i przyprawami takimi jak: czerwona cebula, czosnek, kumin, świeża kolendra czy pomidor. W takim połączeniu zamienia się w prawdziwą eksplozję smaku. Wspaniale smakuje oprószone płatkami drożdżowymi. Oprócz guacamole, najbardziej lubię je jeść w towarzystwie rzodkiewki, pomidora, kiełków, harissy oraz sera koziego z odrobiną świeżo mielonego pieprzu i soku z cytryny. 

 



W tym wpisie podzielę się z Tobą moimi trzema ulubionymi wersjami tego posiłku. Dla mnie takie zestawienia są tymi idealnymi. Jeśli dla Ciebie nie- poszukaj własnych wariacji i kombinacji z awokado w roli głównej:). Baw się smakiem, kolorami i twórz własne przepisy:).


1 wersja
: harissa (informacje na temat harissy i przepis znajdziesz TUTAJ), awokado, świeżo zmielony pieprz, czarna sól kala namak, odrobinę soku z cytryny, ulubione kiełki.

 


 

2 wersja: szpinak, rzodkiewka, awokado, chili w proszku, sól, odrobina soku z cytryny, ser kozi twarożkowy.

 


 

3 wersja: pomidor (u mnie żółty i czerwony), awokado, świeżo zmielony pieprz, sól, szczypta płatków drożdżowych (opcjonalnie), szczypiorek.



Moim zdaniem te tosty najlepiej smakują z chlebem pełnoziarnistym.

 



Smacznego!:)

Czy wiesz, że..?


1. Awokado zwane jest też smaczliwką wdzięczną, gruszką maślaną lub gruszką aligatora.

2. W polskich sklepach można kupić dwie odmiany awokado: Fuerte o zielonej skórce oraz Hass z fioletowo-czarną skórką. Fuerte ma delikatny maślany smak, natomiast Hass – lekko orzechowy.

3. Aby kupić dobre awokado, warto zwrócić uwagę na jego kolor i właściwą miękkość. W przypadku odmiany Fuerte skórka powinna być idealnie zielona, bez czarnych plamek i wgnieceń. Jeśli skórka pokryta jest czarnymi plamki, możesz być pewien, że owoc jest zepsuty. Awokado Hass powinno mieć intensywnie fioletowo–czarną skórkę. Awokado (niezależnie od rodzaju) nie powinno być ani za twarde ani zbyt miękkie. Jego miękkość możesz sprawdzić delikatnie uciskając owoc. Jeśli po dotknięciu skórka się ugina, ale z powrotem wraca do swojego położenia – awokado jest idealne. Kolejną czynnością, za pomocą której możesz sprawdzić dojrzałość owocu jest delikatne usunięcie szypułki. Kolor owocu pod szypułką powinien być jasno-zielony lub jasno-żółty. W przypadku ciemnych plamek, owoc jest zepsuty.

4. Jeżeli kupiłeś średnio miękkie awokado i nie masz w planach zjedzenia go w najbliższych dniach, przełóż owoc do lodówki. W ten sposób unikniesz jego psucia, ponieważ zimno zahamuje proces dojrzewania.

5.  Awokado jest najbardziej gęstym odżywczo owocem, napakowanym witaminami, minerałami i dobrymi tłuszczami aż po.. samą pestkę. Przede wszystkim jest bogate w witaminy A i C oraz w witaminy z grupy B, głównie niacynę i kwas foliowy. Zawiera ogromne ilości błonnika, wapnia, żelaza i mnóstwo potasu. Może poszczycić się też zawartością aż 9 podstawowych aminokwasów, niezbędnych dla prawidłowego rozwoju i utrzymania zdrowia. Z tego powodu jest polecane nawet dla bardzo małych dzieci oraz kobiet w ciąży. Danie złożone z awokado i.. tylko awokado jest samo w sobie pełnowartościowym posiłkiem.

6. Tłuszcz, który ma w sobie awokado i którego tak wiele osób się boi, to prosty jednonienasycony kwas oleinowy, występujący również w oliwie z oliwek. To bardzo zdrowy tłuszcz, który działa jako przeciwutleniacz i obniża cholesterol. Dla nieprzekonanych: awokado zawiera cztery razy mniej tłuszczu niż masło i idealną proporcję nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6.

7. Awokado zawiera trzy razy więcej glutationu niż jakikolwiek inny owoc. Glutation to naturalna substancja o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, która blokuje 30 różnych substancji rakotwórczych oraz rozprzestrzenianie się wirusa AIDS.

8. Spożywanie awokado 2,3 razy w tygodniu pozwoli utrzymać Ci gładką, jędrną i nawilżoną skórę oraz lśniące włosy. Również stosowane zewnętrznie jako maseczka do twarzy i włosów przyniesie Ci wiele wymiernych korzyści.

9. Szczególnie korzystne jest jedzenie awokado wraz z pomidorem, ponieważ tłuszcze zawarte w awokado zwiększają przyswajalność likopenu, znajdującego się w pomidorach.

10. Pestka awokado posiada ogromne ilości błonnika i aż 70% więcej antyoksydantów niż sam miąższ. Aby skorzystać z jej dobroczynnych właściwości, po wyjęciu z owocu umyj ją i pozostaw do wysuszenia w ciepłym miejscu na kilka dni. Po tym czasie brązowa skórka zacznie odchodzić, dzięki czemu łatwo się jej pozbędziesz za pomocą małego nożyka. Obraną pestkę pokrój w drobną kostkę i susz przez kolejnych kilka dni w ciepłym miejscu lub jeśli masz taką możliwość - na słońcu. Wysuszoną pestkę zmiel w mocnym młynku na drobny proszek, przełóż do słoiczka i dodawaj do koktajli, kanapek, musów, owsianki.

11. Zmieloną pestkę awokado możesz również wykorzystać jako peeling do ciała i twarzy, który odżywi skórę i opóźni procesy starzenia.

12. Miąższ awokado szybko się utlenia i w związku z tym szybko ciemnieje, dlatego jeśli do posiłku masz zamiar użyć tylko połowy owocu, nie wyjmuj pestki z drugiej połówki, dzięki czemu unikniesz ciemnienia i dłużej zachowasz  świeżość owocu.

13. Jeśli zrobiłeś więcej guacamole i nie dasz rady zjeść wszystkiego, wrzuć do pasty pestkę i przechowaj w lodówce do następnego dnia w szczelnie zamkniętym pojemniku. Pasta nie ściemnieje i utrzyma świeżość oraz smak.

14. Świeżość i zielony kolor owocu zachowasz również dzięki skropieniu go sokiem z cytryny. Miąższ awokado zaczyna ciemnieć zaraz po przekrojeniu owocu, dlatego już podczas przygotowywania posiłku warto go skropić sokiem z cytryny, głównie dla względów wizualno-estetycznych. Zczerniałe awokado wygląda mało apetycznie.

15. Dzięki silnym właściwościom antyoksydacyjnym pestek z awokado, ułożenie 2,3 sztuk w lodówce pomoże zachować świeżość także innych produktów.

16. Zewnętrzna warstwa awokado jest dość gruba i skórzasta, dzięki czemu do owocu nie przenikają pestycydy ani inne chemikalia. Z tego powodu (jeśli to dla Ciebie ważne), kupowanie organicznej smaczliwki nie jest ani konieczne ani niezbędne.

Pyszny zielony deser z tapioki

Pyszny zielony deser z tapioki

 Tapioka pozyskiwana jest przez zmielenie bulw manioku (rośliny uprawnej występującej głównie w Brazylii). To produkt skrobiowy (mączka) w postaci małych przezroczystych, perłowych kuleczek, o niskiej zawartości białka i sporej ilości lekkostrawnych węglowodanów. Jest dobrym źródłem wapnia, cynku, fosforu, magnezu, sodu i potasu. W składzie tapioki znajdują się też witaminy: A, C, a także witaminy z grupy B. Nie zawiera glutenu ani cholesterolu. Jest hipoalergiczna i pozbawiona smaku, dzięki czemu łatwo przejmuje inne smaki, stanowiąc dodatek do wielu dań. Najbardziej popularne zastosowanie tapioki to przyrządzanie z niej deserów oraz słynnej bubble tea. Szczerze mówiąc, poza puddingami nigdy nie używałam jej w innych daniach. Zwyczajnie dlatego, że jako deser odpowiada mi najbardziej:).


Deser z zielonej tapioki 

W sklepach (kuchniach świata czy w internetach) można kupić również jej zieloną wersję. Zielone kulki to zasługa azjatyckiej rośliny Pandan, która obok zielonej herbaty służy do aromatyzowania i barwienia właśnie na zielono. Dzięki użyciu Pandan, klasyczna, bezsmakowa tapioka zyskuje również lekko waniliowo-orzechowy smak i dlatego (moim zdaniem) świetnie się nadaje do deserów. 

 

zielona tapioka


Kulki tapioki pęcznieją w trakcie gotowania i nabierają miękkiej, aksamitnej, żelowej konsystencji. Z tego powodu wrażenia podczas jej jedzenia są nietuzinkowe i.. uzależniające. Za to właśnie ją uwielbiam!

 


PRZEPIS

 

Składniki:


1. Pół szklanki zielonej tapioki,

2. 3-4 łyżki dobrej jakości mleka kokosowego,

3. Miód lub inny naturalny słodzik,

4. Odrobina pasty waniliowej (opcjonalnie),

5. Ulubiony owoc (u mnie mus z pomarańczy),

6. Dowolna posypka np. orzechy, płatki migdałów, kakao, wiórki kokosa.



Wykonanie:


1. Tapiokę wypłucz pod bieżącą wodą i namocz przez godzinę w zimnej wodzie,

2. Tapiokę wraz z wodą przelej do garnka i gotuj przez około 40 minut. Podczas gotowania podwoi swoją objętość i zacznie przyjmować konsystencję budyniu,

3. Przed zakończeniem gotowania dodaj mleko kokosowe,

4. Po ugotowaniu dodaj miód, pastę z wanilii i dokładnie wymieszaj,

5. Przełóż do małych słoiczków lub miseczek i pozostaw do wystygnięcia,

6. Po wystygnięciu przełóż do lodówki na około pół godziny. W tym czasie zgęstnieje jeszcze mocniej,

7. Przygotuj mus owocowy lub pokrój ulubione owoce,

8. Posyp swoim ulubionym dodatkiem.



Z podanego przepisu wyszło 5 małych słoiczków, jak na zdjęciu.

Enjoy:)


P.S. Tapioka jest bardzo tania. Kupisz ją w internecie dosłownie za kilka złotych.


Sodowy peeling skóry głowy

Sodowy peeling skóry głowy

Tylko dwa składniki. Mega prosty w przygotowaniu, tani, szybki, bardzo przyjemny w użytkowaniu i najważniejsze – super skuteczny i korzystny nie tylko dla skóry głowy, ale również dla włosów i.. lepszego samopoczucia. Mowa o peelingu skóry głowy z sody oczyszczonej i delikatnego szamponu, który naprawdę potrafi czynić cuda.

 

sodowy peeling skóry głowy


O higienę włosów i skóry głowy każdy z nas dba na co dzień. Myjąc głowę jesteśmy przekonani, że oczyszczamy nie tylko włosy, ale właśnie skórę głowy. Niestety, prawda jest taka, że większość dostępnych w sklepach szamponów, ale też kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji włosów (odżywek, lakierów, pianek, żeli) zawiera w swoim składzie ogromne ilości chemii i często silikonów, które wnikają  nie tylko we włosy, ale przede wszystkim w skórę. Stosując takie kosmetyki regularnie, sprawiamy, że skóra głowy jest dosłownie oblepiona ich pozostałościami, co może skutkować (i często skutkuje) powstaniem łupieżu, strupków, swędzeniem, zapaleniem skóry głowy, wypadaniem i przetłuszczaniem się włosów. Dlatego, o skórę głowy powinniśmy zadbać dokładnie tak samo jak dbamy o całe ciało, kiedy oczyszczamy je za pomocą peelingów lub szczotkowania. Jeśli wymienione kosmetyki, których używasz nie są naturalne (organiczne) i dodatkowo używasz ich sporo – ten peeling jest przede wszystkim dla Ciebie.


Dzięki temu peelingowi, oprócz oczyszczonej skóry głowy i lśniących włosów, dostaniesz w pakiecie wiele innych wspaniałych korzyści, nie tylko fizycznych, ale doświadczysz również tych mentalnych. Efekty odczujesz od razu, a kiedy już raz spróbujesz, trudno Ci będzie z tej czynności zrezygnować. Zabieg z użyciem tego peelingu po prostu uzależnia:).



Korzyści ze stosowania sodowego peelingu skóry głowy:

 

1. Poprawisz krążenie krwi w skórze, dotlenisz cebulki włosów i skalp, dzięki czemu włosy będą szybciej rosły i staną się mocniejsze – w wyniku masażu rozszerzają się naczynia krwionośne i skórne, co znacznie poprawia odżywienie skóry i włosów,

2. Poruszysz i oczyścisz limfę. Węzły chłonne znajdują się też na głowie: za uszami, na potylicy oraz w przedniej części uszu (tuż przed kanałem słuchowym), poniżej skroni. Podczas wykonywania peelingu, warto wymasować również te ważne miejsca. 

3. Poprawisz przepływ energii w całym ciele,

4. Usuniesz martwy naskórek i łój,

5. Zminimalizujesz przetłuszczanie się włosów,

6. Usuniesz nie tylko pozostałości kosmetyków ze skóry i włosów, ale również (dzięki sodzie) przy regularnym stosowaniu zaczniesz pozbywać się z ciała metali ciężkich i wielu innych toksyn,

7. Rozluźnisz i zrelaksujesz mięśnie głowy, dzięki czemu rozluźniać się zacznie całe ciało,

8. Wyeliminujesz ból głowy, napięcie, stres oraz bezsenność,

9. Poprawisz nastrój i ogólne samopoczucie,

10. W połączeniu z ciepłym prysznicem, pozbędziesz się trosk i zmartwień, 

11. Wprowadzisz ciało w wyjątkowo przyjemny stan,

12. Poprawisz jakość snu,

13. Wzmocnisz odporność.


Również z punktu widzenia Ajurwedy masaż głowy ma niebagatelne znaczenie.



Masaż głowy i Ajurweda

 

W Ajurwedzie głowa, podobnie zresztą jak stopy są uznawane za najważniejsze części ciała, ponieważ właśnie na stopach i głowie znajduje się wiele zakończeń nerwowych i punktów akupunkturowych, których masowanie i/lub uciskanie ma bezpośredni wpływ na poszczególne organy, lecząc tym samym całe ciało. Wszyscy wiemy, że masaże mają zbawienny wpływ nie tylko na ciało, ale również na psychikę. Według Ajurwedy to właśnie masaż stóp i głowy ma dla naszego zdrowia i samopoczucia największe znaczenie.


Ajurweda porównuje ludzkie ciało do drzewa. Drzewa mają korzenie, pień, gałęzie. Zdrowy wzrost, rozwój i bujność drzewa zależy przede wszystkim od korzeni, bo dzięki nim ono żyje, pobiera pokarm i wodę, wydaje owoce. Jeśli chorują korzenie, choruje całe drzewo. Według tej starożytnej nauki to właśnie głowa stanowi korzenie (nie nogi!), tułów to pień, a nogi i ręce – gałęzie. Głowa jest kluczową częścią ciała, ponieważ steruje i kontroluje wszystkimi funkcjami i procesami zachodzącymi w ciele, dokładnie tak jak korzenie w drzewie. Dlatego w Ajurwedzie przykłada się tak wielką wagę do masażu głowy.


Najważniejsze punkty akupunkturowe znajdujące się na głowie to tzw. punkty marma. Jest ich sześć. Cztery z nich usytuowane są na czubku głowy, w linii prostej (jeden za drugim), kierując się od środka czoła w stronę potylicy (taki ‘irokez’:)). Piąty z nich znajduje się na potylicy, ponad linią włosów. Znajdziesz go łatwo, wyczuwając wgłębienie czaszki. Pozostałe dwa (traktowane jako jeden ze względu na symetryczne rozmieszczenie) znajdują się poniżej piątego, pod linią włosów, po prawej i lewej stronie. Tak naprawdę ich dokładne rozmieszczenie nie ma znaczenia, ponieważ masaż całej głowy i tak będzie je stymulować na zasadzie kręgów rozchodzących się na wodzie. Dlatego nie martw się, wszystkie punkty i tak zostaną wymasowane, chociaż nie zawsze bezpośrednio. Masaż tych punktów pozwala uspokoić i kontrolować całe ciało, umysł i emocje, reguluje pracę wszystkich organów, wpływa na motorykę ciała i koncentrację, reguluje układ nerwowy, hormonalny, krwionośny i limfatyczny, niweluje bezsenność, uśmierza ból szyi i kręgosłupa, pomaga pozbyć się napięcia i chaosu, podnosi energię i witalność. 




PRZEPIS


Będziesz potrzebować:


1. Niedużej miseczki,

2.  Łyżeczkę lub inne akcesorium do wymieszania składników,

3. 2 łyżki sody oczyszczonej (bez aluminium!),

4. 2 łyżki delikatnego szamponu lub 2 łyżki wody,

5. 1-2 krople ulubionego olejku eterycznego (opcjonalnie).



Wykonanie:


1. Wymieszaj oba składniki, aby powstała z nich gęsta pasta,

2. Nałóż na zwilżone wodą włosy, przed ich umyciem,

3. Masuj skórę głowy okrężnymi ruchami przez 2-3 minuty, dociskając skórę trochę mocniej niż podczas normalnego mycia włosów,

4. Po skończonym masażu, pastę przeciągnij po całej długości włosów i pozostaw na kolejne 3-4 minuty. W tym czasie możesz umyć ciało,

5. Spłucz pastę i umyj włosy jak zwykle.


Gotowe:)



Podana ilość składników sprawdzi się przy długich włosach. Jeśli masz krótkie, sporządź tej pasty o połowę mniej. Do tego zabiegu użyj delikatnego szamponu, najlepiej organicznego lub tego, przeznaczonego dla dzieci. Stosowanie do tego celu chemicznego szamponu, z dużą zawartością SLS-ów, SLES-ów czy silikonów mija się z celem. Zamiast szamponu możesz użyć też zwykłej wody i to byłoby rozwiązanie najlepsze. Niestety – nie dla wszystkich włosów. Moje są długie i gęste, dlatego receptura z wodą się nie sprawdza, bo je szarpie i kołtuni. Szampon natomiast nadaje im poślizg, dzięki któremu łatwiej mi przeprowadzić ten zabieg.


Peeling wykonuj nie częściej niż raz na 2,3 tygodnie. Skóra ma odczyn kwaśny, a soda oczyszczona – zasadowy. Dlatego zbyt często stosowana może wysuszyć skórę i sprawić, że zacznie się łuszczyć. 


Peeling skóry głowy najlepiej jest wykonywać wieczorem lub w sytuacjach, kiedy czujesz się przemęczony, zestresowany i/lub zdołowany. W połączeniu z długim, ciepłym prysznicem naprawdę zdziała cuda: ukoi Twoje nerwy, wspaniale Cię rozluźni, uspokoi i wyciszy. Dodatek olejku eterycznego np. lawendowego, z melisy lub z neroli spotęguje uczucie relaksacji i odprężenia.


Po długim, relaksującym prysznicu, połączonym z peelingiem skóry głowy warto wypić szklankę ciepłej wody i.. położyć się spać;).


Na koniec jeszcze kilka słów o sodzie oczyszczonej, ponieważ wiele osób mnie pyta, czy soda to produkt naturalny i jak to jest możliwe, że naturalny produkt jest tak tani. Odpowiedź znajdziesz poniżej:).



Soda oczyszczona

 

Soda oczyszczona, inaczej wodorowęglan sodu (NaHCO3) to produkt całkowicie naturalny, występujący w środowisku jako element osadów wód słodkich, gruntowych oraz jako składnik złóż mineralnych w skałach. Zła wiadomość jest jednak taka, że soda oczyszczona dostępna powszechnie w sklepach nie pochodzi z naturalnych źródeł, lecz jest pozyskiwana przemysłowo i w swoim składzie zawiera dość znaczne ilości aluminium. Aluminium (glin) jest metalem ciężkim, który mocno nam szkodzi, obciąża nasze ciała i powoduje wiele chorób. Mówiąc bez ogródek: tych najgorszych (rak, Alzheimer). Dlatego absolutnie nie polecam, lecz zdecydowanie odradzam używanie komercyjnej sody, nawet do sprzątania, nie mówiąc już o jej jedzeniu czy stosowaniu na skórę. 


Skąd zatem wziąć sodę, która nie ma w swoim składzie aluminium? To temat, który zaprzątał moją głowę dość długo, dopóki nie dowiedziałam się, że sodę oczyszczoną wytwarza się też w laboratoriach do celów badawczych. Stosowana jako odczynnik musi być czysta, pozbawiona aluminium oraz innych substancji np. przeciwzbrylających czy tym podobnych, aby nie fałszować wyników badań. Czystą sodę poznasz po grudkach – proszek zawsze jest dość mocno zbrylony. Dodatkowo powinna być oznaczona jako CZDA (czysta do analizy). To nazwa dla odczynników najwyższej czystości, która oznacza, że zanieczyszczeń nie można wykryć nawet najczulszymi metodami analizy chemicznej. Posiada świadectwo kontroli jakości, o które możesz poprosić przy zakupie. Ma dokładnie te same właściwości, co jej naturalny odpowiednik, dlatego jej zaufałam. Najważniejsze jednak jest to, że można ją bez problemu kupić na Allegro za niewielkie pieniądze – 1kg kosztuje około 10 zł. Ta sprawdzona przeze mnie, to soda firmy ‘STANLAB’ (na zdjęciu poniżej).

 

soda oczyszczona


Przepis miał być krótki, ale jak zwykle się rozpisałam.. Moim celem było jednak przedstawienie Ci wielu korzyści płynących ze stosowania tego zabiegu.

 


Carpaccio z buraków

Carpaccio z buraków

 Carpaccio z buraków to jedno z moich ulubionych dań, które dość często jadam jako samodzielne danie w porze lunchu. Buraki uwielbiam w każdej postaci za ich niepowtarzalny smak i cudowny kolor. Oprócz tego, że smak tej potrawy jest dla mnie naprawdę boski, to również mogą zaimponować Ci jej ogromne walory zdrowotne. 

 

Carpaccio z buraków


 Wszystkie warzywa (i owoce również) w kolorze czerwonym są silnymi przeciwutleniaczami, które opóźniają procesy starzenia i wykazują duże działanie przeciwnowotworowe. Barwniki w nich zawarte takie jak: karotenoidy czy antocyjanozydy aż czterokrotnie zwiększają przyswajanie tlenu przez komórki, zwiększając ilość czerwonych krwinek. Ich głęboki, czerwony czy nawet brunatny kolor przypomina (nie bez powodu) naszą krew, dlatego wspaniale będzie oddziaływać na nasz układ krwionośny i wspomagać serce. Jak widzisz, matka natura wymyśliła to jak zwykle po mistrzowsku. 

 

carpaccio z buraków



Składniki:


1. Buraki gotowane, pieczone bądź surowe (w zależności od preferencji),
2. Rucola lub inna zielenina,
3. Prażone nasiona słonecznika, pestek z dyni, orzechów włoskich lub innych (w zależności od preferencji),
4. Płatki dobrego parmezanu lub plastry sera koziego,
5. Dobra oliwa tłoczona na zimno np. olej lniany, sezamowy lub inny,
6. Dobrej jakości ocet balsamiczny (opcjonalnie sos sojowy),  sok z cytryny,
7. Sól, pieprz,
8. Szczypta kurkumy (opcjonalnie).

Wykonanie:


1. Umytą i osuszoną rucolę rozłóż na talerzu,
2. Buraki obierz, pokrój na bardzo cienkie plastry lub zetrzyj na tarce. Ułóż je na rucoli,
3. Nasiona i/lub orzechy podpraż na suchej patelni. Po ostygnięciu możesz je posiekać lub dodać w całości,  
4. Parmezan zetrzyj na cienkie, szerokie plastry, a ser kozi pokrusz w dłoniach. Ser rozłóż na burakach. Posyp orzechami,
5. Przygotuj sos. Oliwę, ocet balsamiczny i sok z cytryny zblenduj wraz z pieprzem i solą lub wymieszaj te składniki energicznie, najlepiej trzepaczką,
6. Polej potrawę sosem.


    W zależności od rodzaju użytych buraków smak dania lekko się zmienia. Osobiście najbardziej lubię przygotowywać je z pieczonych buraków lub też surowych. W pierwszej kolejności buraki porządnie szoruję szczoteczką pod bieżącą wodą. Te przeznaczone do pieczenia układam w całości w naczyniu żaroodpornym z pokrywką i piekę je przez ok. 2 godz. lub czasem odrobinę dłużej (do miękkości) w temp. 180 st. C. Niektóre osoby pieką je w folii aluminiowej, ja jednak, jak już wiesz, omijam ten wynalazek szerokim łukiem. Osobiście zapiekam je bez niczego lub czasem pokruszę na nie odrobinę masła klarowanego. Możesz zrobić tak samo lub też delikatnie skropić je olejem. Pamiętaj jednak, aby do pieczenia użyć oleju rafinowanego czyli nie tłoczonego na zimno. 


Zazwyczaj to danie przygotowuję z rucolą, bo takie połączenie najbardziej mi smakuje. Jeśli jednak Ty za nią nie przepadasz możesz użyć innego rodzaju sałat np. roszponki lub mixu sałat. 


    Jeśli wybieram buraki gotowane – po prostu gotuję je w domu, lub w ostateczności, gdy nie mam czasu korzystam z opcji kupienia już ugotowanych. W przypadku, gdy mam ochotę na carpaccio z surowych buraków, buraki obieram i trę na tarce na cienkie plastry, przekładam na głęboki talerz lub do miseczki, zalewam je częścią sosu i zostawiam na ok. ½ godziny do 40 minut aby zmiękły i nabrały głębszego smaku.


    Do sosu używam z reguły oleju lnianego lub sezamowego, zawsze tłoczonych na zimno. Uwielbiam je za ich delikatny, orzechowy smak. Choć bardzo lubię też oliwę z oliwek, moim zdaniem w tym daniu dość mocno zmienia jego smak.

 

Smacznego!


P.S. W tym przepisie użyłam twarożku koziego, bo jak już wiesz nie jadam nabiału krowiego. Sporo osób do tego dania używa fety - ja jednak uważam, że ten ser w polskim wydaniu (o ile wogóle można go nazwać serem), to jakieś ogromne nieporozumienie. Nie dość, że jest słony do bólu, to dodatkowo jego skład i struktura pozostawiają wiele do życzenia. Dla mnie jest po prostu ohydny. No, ale to oczywiście moje zdanie;).

 

 

Czy wiesz, że?

   
Burak –  spożywany w jakiejkolwiek postaci cudownie Cię wzmocni, oczyści i odżywi krew w przypadku osłabienia, choroby czy innej niedyspozycji. Idealne są świeżo wyciśnięte soki z buraka z domieszką jabłka i marchwi, ponieważ działają praktycznie natychmiast. Burak jest niezastąpiony w regulowaniu ciśnienia krwi, będzie więc idealny zarówno dla osób z nadciśnieniem jak i niedociśnieniem. Wykazuje on również silne działanie oczyszczające wątrobę.

 

Rucola – ma dość ostry, gorzki smak. Wszystkie gorzkie warzywa, zwłaszcza zielonolistne wspaniale wymiatają wszelkie nieczystości z wątroby, ponieważ ulubionym smakiem wątroby jest właśnie gorzki. A to dlatego, że wytwarzana w wątrobie żółć charakteryzuje się właśnie dużą zawartością goryczy. Dodatkowo, zawarty w rucoli chlorofil, odpowiedzialny za jej głęboki, zielony kolor (tak jak u wszystkich zielonolistnych), nazywany jest krwią roślin, ponieważ jego cząsteczki mają budowę prawie identyczną z cząsteczką hemoglobiny. Z tego powodu wszystkie zielone rośliny będą wspaniale odżywiać i dotleniać naszą krew.

A propos rucoli, wiąże się z nią zabawna sytuacja, która miała miejsce ponad 10 lat temu. W tym czasie rucola (w Polsce) nie była jeszcze tak popularna jak dzisiaj i kupienie jej graniczyło z cudem. Kiedy tylko o niej usłyszałam, udałam się do mojego ulubionego sklepu ‘ze zdrową żywnością’, z zamiarem jej kupienia. Kiedy nie mogłam jej znaleźć, zapytałam Pana przy kasie: „Przepraszam, czy znajdę u Was rucolę?’. Po chwili konsternacji usłyszałam odpowiedź: ‘ Mamy colę, colę light, colę zero, ale rucoli nie mamy’:).


Grzyby - właściwości, ciekawostki

Grzyby - właściwości, ciekawostki

 Szczerze mówiąc, a raczej szczerze pisząc, nie miałam w planach, przynajmniej na razie, pisać o grzybach. Traf chciał, że ostatnio, przy okazji przyrządzania boczniaków, odbyłam ciekawą rozmowę właśnie na temat grzybów, która zainspirowała mnie do napisania tej publikacji. Dodatkowo sezon na grzyby w pełni, więc jak najbardziej to temat na czasie;).

grzyby - właściwości, ciekawostki

 

Zmotywowana wspomnianą rozmową, dziś postaram się przedstawić Ci ogólnie znane, mniej znane i wogóle nieznane fakty na temat grzybów, niektóre z nich potwierdzić, a inne – obalić. Mam cichą nadzieję, że ten wpis Cię zaciekawi i zostanie w Twojej głowie na dłużej. Lecimy;).

 

Grzyby to bardzo ciekawe dary natury, które swoją odmiennością i specyficzną budową od lat budzą ogromne zainteresowanie wielu naukowców. I choć jeszcze niedawno zaliczane były do świata roślin, to jednak ze względu na swoje ograniczone zdolności ruchu, typ i  formę wzrostu, a także odmienność morfologiczną od roślin i zwierząt, dziś uznawane są jako całkiem odrębny gatunek i zaliczane do działu biologii zwanego mykologią lub fungą (nauka o grzybach). Ciekawostką jest to, że w niektórych szkolnych podręcznikach do biologii, grzyby nadal są włączane do działu botaniki. Również w świadomości wielu ludzi grzyby są kojarzone i łączone ze światem roślinnym. Dzisiaj to już mit.


Szacuje się, że obecnie na świecie występuje około miliona różnych gatunków grzybów, które występują we wszystkich strefach klimatycznych, nie tylko na lądach, ale również w wodach, zarówno słodkich jak i słonych. 


Choć wiele osób lubi grzyby i te leśne i te uprawne, doceniając głównie ich smak, to jednak spora część ludzi unika ich w swojej diecie. Dlaczego? Powodów jest kilka. Jednym z nich jest dość powszechne przekonanie, że oprócz walorów smakowych grzyby nie posiadają żadnych wartości odżywczych, dlatego nie warto ich jeść. To mit! 

 


Właściwości i wartości odżywcze grzybów


1. Grzyby zawierają wiele cennych witamin i soli mineralnych takich jak: żelazo, fosfor, potas, sód, jod, selen, witaminy z grupy B: B1, B2, B3, B5, B11 oraz ogromne ilości witamin A i D. Wszystkie grzyby (leśne i uprawne) jako jedne z niewielu produktów występujących w naturze i stanowiących naszą dietę, mogą poszczycić się naprawdę imponującą zawartością tak ważnej dla nas witaminy D. Największą zawartość witaminy D posiadają pieczarki. Wszystkie grzyby mają w swoim składzie również witaminę C oraz śladowe ilości witaminy B12.

2. Grzyby są bogate w cenny błonnik, który pełni ważną funkcję w procesie trawienia. Poprawia perystaltykę jelit i zapobiega zaparciom.

3. Są nieocenionym źródłem białka.

4. Zawierają ogromne ilości przeciwutleniaczy, które wymiatają wolne rodniki. Mają ich prawie tyle samo, co dynia i pomidory.

5. Są dobrym źródłem CLA (kwasu linolowego), który ma nawet sto razy większą aktywność antyoksydacyjną niż witamina E, dzięki czemu odgrywa istotną rolę w walce z rakiem. Największe ilości tego kwasu zawierają pieczarki portobello.

6. Grzyby obniżają poziom cukru i cholesterolu we krwi.

7. Wiele gatunków grzybów ma potwierdzone właściwości lecznicze, z powodzeniem stosowane w medycynie naturalnej. Do najważniejszych z nich zalicza się: grzyby reishi, shiitake, maitake oraz tak popularny boczniak. Ich cechą wspólną są silne właściwości antynowotworowe, ponieważ spożywanie tych grzybów wzmacnia odporność. Reishi, shiitake oraz maitake można też kupić w formie sproszkowanej i stosować leczniczo jako suplement diety.

8. Grzyby są ciężkostrawne. Mimo, że są niskokaloryczne, ponieważ w 90 procentach składają się z wody, to w swoich błonach komórkowych zawierają tzw. chitynę, która przypomina celulozę i która nie jest trawiona przez żołądek człowieka, podobnie jak białka znajdujące się w grzybach.

9. Grzyby jedzone na surowo są dla człowieka toksyczne. Jedyny wyjątek stanowią pieczarki, które spokojnie można spożywać, tak jak stworzyła je natura.

10. Grzybów nie powinny jeść osoby mające problemy z układem pokarmowym.

11. Grzybów nie powinno się podawać dzieciom do 10-go roku życia. Mimo, że wiele źródeł podaje, że grzyby hodowlane, głównie pieczarki mogą być spożywane nawet przez dzieci powyżej 1-go roku życia, ja jednak wystrzegałabym się podawania jakichkolwiek grzybów dzieciom, zwłaszcza tak małym. Ich wątroby są po prostu jeszcze zbyt delikatne, aby trawić tak ciężkie pokarmy.

12. Poza osobami chorymi i dziećmi, grzyby może jeść każdy. I mimo, że są ciężkostrawne, warto je włączyć do swojej diety, ponieważ ich walory zdrowotne znacznie przewyższają niedogodności związane z ich trawieniem. A to dlatego, że z problemem ciężkostrawności grzybów (ale też innych produktów) bardzo łatwo sobie poradzić. Aby czerpać przyjemność z ich jedzenia, wystarczy poznać kilka faktów i zastosować kilka prostych trików.

13. Warto również spożywać grzyby suszone, ponieważ w procesie suszenia nie tylko nie tracą swoich właściwości odżywczych, ale stają się mniej ciężkostrawne.

14. Grzyby marynowane (wyłącznie domowe!), podobnie jak suszone, nie tracą swoich wartości odżywczych. Proces marynowania dodatkowo wzbogaca je o cenne bakterie probiotyczne, które podnoszą odporność, zwiększają wchłanianie witamin i minerałów, a także usprawniają proces trawienia.


Innym ważnym powodem, dla którego wiele osób trzyma się od grzybów z daleka jest ich nieodpowiednie przechowywanie, przyrządzanie i wreszcie niewłaściwe łączenie z innymi pokarmami, co zwykle skutkuje niezadowalającym czy wręcz złym smakiem i/lub różnymi dolegliwościami jak np. bóle brzucha czy wzdęcia. Tak naprawdę dotyczy to nie tylko grzybów, ale również wielu innych produktów, których nie lubimy. Nic więc dziwnego, że unikamy jedzenia, które nam nie smakuje i dodatkowo szkodzi. Zazwyczaj jednak, problem nie polega na tym, że to dany pokarm jest dla nas szkodliwy (mam na myśli oczywiście wyłącznie naturalne jedzenie) tylko właśnie sposób, w jaki go przechowujemy, przygotowujemy i łączymy z innymi produktami. Często po prostu nie wiemy jak robić to prawidłowo, aby jedzenie nam służyło, a nie szkodziło. 

 
Co do szkodliwości pokarmów, w tym miejscu zrobię mały przerywnik i zadam Ci następujące pytanie: czy uważasz, że matka natura byłaby tak bezduszna, aby wydawać plony, które nie służą człowiekowi i/lub mogą doprowadzić do jego choroby czy nawet śmierci? Wyjaśnienie tego może Cię zaskoczyć, ponieważ odpowiedź brzmi następująco: nieprawda i.. zarazem prawda. A to dlatego, że natura wydaje wiele plonów, zarówno tych, które będą nas odżywiać i leczyć jak i tych trujących (nieprzeznaczonych dla człowieka), które po spożyciu lub kontakcie ze skórą mogą nam mocno szkodzić lub nawet doprowadzić do śmierci. I tu pojawia się kolejne pytanie. Skoro jedynym celem natury jest utrzymanie zdrowia i życia wszystkich mieszkańców ekosystemu, to w takim razie, w jakim celu przyroda obradza w trujące rośliny i grzyby? Odpowiedź jest równie prosta jak zdumiewająca. Natura dba nie tylko o całą populację planety, ale również o samą siebie. Jak więc widzisz, matka natura i jej ‘społeczność’ to związek idealny. Z tego właśnie powodu rola trujących roślin i grzybów nie pozostaje bez znaczenia. Toksyczne dla człowieka rośliny i grzyby przyciągają i wchłaniają trucizny z gleby, wody i powietrza, utrzymując w ten sposób zdrowy rozwój lasów i całego ekosystemu. Tak naprawdę życie całej planety zależy właśnie od obecności i oczyszczających właściwości trujących roślin i grzybów. Czy to nie genialne? Taka jest właśnie natura – mądra, zapobiegliwa, ale też bezkompromisowa i nieprzejednana. Jest jednocześnie naszym największym sojusznikiem i najsurowszym nauczycielem. Dlatego właśnie, wybór odpowiednich dla człowieka pokarmów, naukę o nich i funkcjonowaniu ludzkiego organizmu pozostawiła człowiekowi – istocie o najwyższej inteligencji i niebywałej, wrodzonej intuicji.



Przechowywanie i przygotowanie grzybów do spożycia

 

Grzyby mają mięsistą strukturę przypominającą gąbkę, dlatego bardzo łatwo chłoną wodę, a wraz z nią drobnoustroje i wszelkie zanieczyszczenia. Te jadalne, w wilgotnym środowisku tracą swoje wartości odżywcze, świeżość i jędrność, stają się ciemne, wiotkie, śliskie, gumowate i w rezultacie.. szkodliwe. Takie grzyby, choćbyśmy je świetnie przyprawili nie będą smaczne, a już z pewnością nie będą zdrowe. Z tego właśnie powodu grzybów nie myje się w wodzie, lecz czyści pędzelkiem lub delikatną szczoteczką. Mycie grzybów w wodzie to największy błąd, jaki na co dzień popełnia wiele osób. Dodatkowo, trzymanie grzybów w lodówce w plastikowych opakowaniach lub foliowych torebkach również nie jest dla nich dobre, ponieważ w plastiku skrapla się wilgoć, którą grzyby w całości wchłoną, po czym będą nadawać się już tylko do wyrzucenia. Kluczem do utrzymania ich świeżości jest przechowywanie ich w lodówce, w szczelnie zamkniętych papierowych torebkach, maksymalnie do kilku dni. Papier ułatwia cyrkulację powietrza i pochłania wilgoć, dzięki czemu grzyby dłużej zachowają swoją świeżość. Idealnym rozwiązaniem byłoby jednak przygotowywać je na bieżąco, zaraz po przyniesieniu ze sklepu. Dlatego, planując posiłek z grzybami w roli głównej, rozważ opcję przyrządzania ich na świeżo. Pamiętaj jednak, że nawet jeśli do posiłku użyjesz świeżych grzybów, ale przedtem umyjesz je wodą, zrobią się twarde i gumowate. Dotyczy to przede wszystkim boczniaków i kurek (hmm... kurków??). Również ich zbyt długie smażenie spowoduje, że będą twarde i niezjadliwe. 

 

 

Jak jeść i z czym łączyć grzyby

 

Po pierwsze i najważniejsze: skoro grzyby są ciężkostrawne, logiczne będzie unikanie ich jedzenia w towarzystwie innych ciężkostrawnych pokarmów czy trunków, takich jak: rośliny strączkowe, mięso, nabiał (głównie śmietana i sery), mąka i alkohol. Przykra wiadomość jest niestety taka, że połączenie grzybów z tymi produktami raczej nie wyjdzie Ci na zdrowie. W najlepszym przypadku może się to dla Ciebie skończyć ogólnym złym samopoczuciem, a w najgorszym bólami brzucha, wątroby i poważną niestrawnością. I choć pierogi z grzybami smakują wybornie, to jednak ich miłość jest płytka, a związek nieudany. Na szczęście większość z nas jada je tylko raz do roku;). Również dodawanie do sosów grzybowych śmietany lub zasmażek nie jest najszczęśliwszym pomysłem, ponieważ zarówno nabiał jak i mąka są ciężkostrawne. Najlepiej po prostu jest dusić je w sosie własnym.


Alternatywą dla śmietany będzie dodawanie do sosu dobrej jakości mleka kokosowego, które nie tylko nie zawiera w sobie trudno trawionych cukrów mlecznych, które znajdziesz w śmietanie, ale też podkręci znacznie smak grzybów, nadając im delikatnego, maślanego charakteru. Mimo, że to połączenie może wydawać Ci się nieoczywiste lub nawet absurdalne – uwierz mi na słowo, że do spółki z duszoną cebulą i sosem sojowym tworzą kwartet idealny. Grzyby uwielbiają sos sojowy, on z kolei świetnie się komponuje właśnie z mlekiem kokosowym. Mleko kokosowe ma tę cudowną zaletę, że sprawdza się świetnie praktycznie w każdym roślinnym jedzeniu, jest lekkostrawne i nie tuczy, mimo, że jest wysokokaloryczne. Osobiście tak właśnie przyrządzam sos grzybowy. I moim zdaniem jest nieporównywalnie lepszy od tego robionego na bazie śmietany. Mleko kokosowe ma dodatkowo jeszcze jedną, super właściwość - dodawane do posiłków podczas ich gotowania nigdy się nie ścina;).  

 
Jeśli lubisz do grzybów dodawać zasmażkę, polecam Ci zamiast mąki pszennej użyć:

1. Nieaktywne płatki drożdżowe (będę o nich pisać:)). Płatki drożdżowe to nieaktywne i sproszkowane drożdże, stosowane przez wielu wegan ze względu na ogromną zawartość witamin z grupy B oraz cudowny orzechowo-serowy smak, który nada Twoim grzybom (ale też innym potrawom) absolutnie genialny aromat, a ze względu na dużą zawartość witamin podwoi wartość odżywczą posiłku,

2. Zmieloną w młynku kaszę jaglaną. Z tak przygotowanej samodzielnie mąki możesz bez wyrzutów sumienia zrobić zasmażkę, ponieważ w przeciwieństwie do mąki pszennej kasza jaglana jest niskokaloryczna, nie zawiera glutenu i jest lekkostrawna, a jej smak jest raczej neutralny,

3. Zmielone płatki owsiane, bo podobnie jak kasza jaglana są lekkostrawne i praktycznie bez smaku.

 
 Tak przygotowane sosy grzybowe świetnie smakują z ziemniakami, kaszą jaglaną, kaszą gryczaną białą, niepaloną z dodatkiem sałaty lub ogórka kiszonego. Moim ulubionym zestawem do grzybów jest kasza jaglana oraz gryczana biała, niepalona z dodatkiem właśnie ogórka kiszonego.


Aby grzyby były bardziej przyjazne dla Twojego układu pokarmowego, warto dodawać do nich duże ilości ziół takich jak: czarny pieprz, rozmaryn, tymianek, oregano, majeranek, kminek, kumin, cząber, kolendrę, a także jałowiec. To właśnie m.in. zioła pomagają przygotować nam żywność do trawienia, zwiększyć jej przyswajalność oraz wydobyć z niej wszystko, co najlepsze w taki sposób, aby posiłki były nie tylko smaczne, zdrowe i lekkostrawne ale przede wszystkim przychylne dla naszego układu pokarmowego i w konsekwencji – nieszkodliwe dla ciała. Związki i olejki eteryczne zawarte w ziołach wspomagają i usprawniają trawienie, niwelując wzdęcia i bóle brzucha. Oprócz tego, zawierają ogromne ilości witamin i minerałów i cudownie poprawiają smak dań. Mają wspaniałe aromaty, a ich dodawanie do posiłków maksymalizuje gęstość odżywczą każdej potrawy. Korzystaj z ziół i przypraw nie tylko w przypadku grzybów, ale stosuj je do wielu różnych dań. Szczególnie mile widziane będą w przypadku jedzenia strączków, świeżej i gotowanej kapusty czy kapusty kiszonej. Tu najlepiej sprawdzi się majeranek, kminek lub kumin. Gwarantuję, że dzięki nim nie będziesz odczuwać żadnych niewygodnych dolegliwości. 


Kończąc ten wątek wspomnę jeszcze o porach jedzenia grzybów. Najlepszą porą na jedzenie zarówno tych leśnych jak i hodowlanych darów są godziny popołudniowe, ponieważ to właśnie wtedy trawienie jest najmocniejsze. Jeśli zjesz je w porze obiadu, ciało będzie mieć wystarczająco dużo czasu, aby spokojnie je strawić. Staraj się unikać ich jedzenia w godzinach porannych i wieczornych. 



Smak grzybów- umami

 
Grzyby mają smak umami. Słowo ‘umami’ pochodzi z języka japońskiego (tam ten smak został wynaleziony) i dosłownie oznacza coś smacznego, wyśmienitego. Sam smak opisywany jest często jako ‘głęboki’, ‘mięsny’ czy ‘bulionowy’. Sam w sobie jest trudno wyczuwalny, lecz w połączeniu z innymi smakami równoważy i wzmacnia doznania, również węchowe. Umami to smak wspólny dla pewnej grupy produktów, takich jak:
- grzyby,
- mięso,
- buliony,
- ryby i owoce morza,
- sery,
- warzywa takie jak: ziemniaki, brokuł czy pomidor,
- orzechy,
- zielona herbata,
- produkty powstałe w procesie fermentacji: sos sojowy, rybny, ostrygowy.

O ile wszyscy znamy i doskonale potrafimy rozróżnić i opisać smak kwaśny, słodki, słony czy gorzki, tak jeśli chodzi o umami, jest on tak niejasny, ulotny i trudny do wyizolowania, że większość z nas nie ma nawet świadomości jego istnienia, a próba opisania go graniczy z cudem. Z tego właśnie powodu nazywany jest też ‘smakiem duszy’, bo podobnie jak ona jest niedostrzegalny, subtelny i nieuchwytny. Podobno spożywanie go odżywia nie tylko nasze ciała, ale i dusze. 


Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o istnieniu umami, byłam dość mocno zaskoczona, ponieważ ta informacja zbyt mocno się kłóci z podstawowymi założeniami Ajurwedy, która postrzega człowieka nie tylko z poziomu ciała, ale przede wszystkim z poziomu duszy. Zupełnie inaczej niż tradycyjna nauka, która z kolei skupia się wyłącznie na ciele. Tymczasem, według Ajurwedy istnieje 6 głównych smaków: słodki, słony, gorzki, kwaśny, ostry i cierpki, podczas gdy nauka wyodrębnia ich 5: słony, słodki, gorzki, kwaśny i umami. Jak widzisz, w Ajurwedzie smak duszy - umami nie istnieje. Skąd ta różnica? Nie mam zielonego pojęcia. I chociaż zdecydowanie bliżej mi do Ajurwedy niż nauki i medycyny konwencjonalnej, to wierzę w umami i osobiście uznaję 7 smaków:  słodki, słony, gorzki, kwaśny, ostry, cierpki oraz umami:).


Mimo, że w nauce umami funkcjonuje jako piąty podstawowy smak dopiero od ponad stu lat, uważa się, że to pierwszy i jedyny smak, jaki człowiek odczuwa podczas wczesnego okresu niemowlęctwa, wysysając go z bogatym w glutaminian mlekiem matki. Smak umami pochodzi bowiem od naturalnie występującego (choćby w wodorostach morskich) kwasu glutaminowego. To on stanowi jego esencję. Nic więc dziwnego, że większość dzieci do około 6,7-go roku życia wybiera głównie pokarmy bogate w umami. To może stanowić wyjaśnienie, dlaczego maluchy tak niechętnie w tym wieku jedzą warzywa i owoce, z dwoma wyjątkami: prawie każde dziecko lubi i zje bez problemu gotowane ziemniaki i brokuła, które spośród wszystkich warzyw, zawierają w sobie najwięcej umami. Fakt niejedzenia przez dzieci w tym wieku warzyw i owoców nie jest oczywiście regułą, ale zdarza się bardzo często. 


Nie tylko małolaty lubią smak umami i często do niego wracają - dorośli również. Umami to jedyny smak (może oprócz słonego), który lubi każdy, bez wyjątku. Ponieważ mięso, ryby i sery charakteryzują się dużą zawartością kwasu glutaminowego czyli po prostu umami, tak trudno jest zrezygnować niektórym z jedzenia mięsa czy serów. Glutaminian wyizolowany sztucznie i stanowiący główny składnik wzmacniaczy smaku takich jak: glutaminian sodu czy potasu, podobnie jak jego naturalny odpowiednik również ma smak umami, tyle, że.. sztuczny i niezdrowy. W tej formie nie tylko nie odżywi Twojego ciała (i duszy;)), ale będzie Ci mocno szkodzić. Badania dowodzą, że częste jedzenie posiłków z zawartością glutaminianu potasu czy sodu (m.in. kostki rosołowe, tak wszechobecnie uwielbiana maggi, wszelkiego rodzaju vegety, czy inne kucharki), w dłuższej perspektywie prowadzi do powstania nowotworów. Dlatego bądź ostrożny w ich stosowaniu, a najlepiej całkiem ich unikaj. Poza tym nie od dziś wiadomo, że wymienione wzmacniacze smaku mają silne właściwości uzależniające. Dlaczego? Rozwiązanie tej zagadki znajduje się prawdopodobnie w umami. Z racji tego, że był to nasz pierwszy w życiu smak, już zawsze będzie się nam kojarzyć (całkiem zresztą nieświadomie) z poczuciem bezpieczeństwa, bliskością i troską matki. To główna przyczyna, dla której tak chętnie do niego wracamy, niezależnie od tego czy jest to smak naturalny czy sztuczny. Doskonale wiedzą o tym restauratorzy i kucharze, dlatego tak ochoczo i bez pardonu dodają do serwowanych nam dań właśnie sztuczny glutaminian.


Zasypałam Cię dzisiaj sporą dawką informacji, ufam jednak, że artykuł okaże się dla Ciebie wartościowy;).


Zmiana stylu życia - jak zacząć? Część 2

Zmiana stylu życia - jak zacząć? Część 2

 Zgodnie z obietnicą zamieszczam drugą część artykułu dotyczącego zmiany stylu życia, która mam nadzieję, zainteresuje Cię podobnie jak poprzednia. Jeśli jeszcze nie czytałeś części 1, zacznij od NIEJ. Tymczasem lecimy dalej.

zmiana stylu życia



    4. Słuchaj swojego ciała

 


Wiele osób, z którymi rozmawiam, twierdzi, że słucha swojego ciała, ja jednak śmiem twierdzić inaczej. A to z tego prostego powodu, że gdyby rzeczywiście tak było, nie cierpielibyśmy tak masowo na różne choroby i dolegliwości. Po prostu. Słuchanie własnego ciała i odpowiadanie na jego potrzeby mogłoby w dużej mierze zredukować lub całkowicie wyeliminować drobne symptomy, które w dłuższej perspektywie mogą  prowadzić do poważnych chorób. Aby nie być gołosłowną podam prosty przykład. Przypomnij sobie sytuację, kiedy podczas spotkań ze znajomymi lub rodziną zwyczajnie się przejadałeś. I mimo, że Twój żołądek był pełny po brzegi, a Twoje ciało mówiło Ci, że masz dość, wysyłając do Ciebie sygnały w postaci bólu brzucha i uczucia przepełnienia, Ty jednak nadal jadłeś. Dlaczego? Bo tak wypada, bo nie wypada, bo co powie babcia, a takie to dobre, że nie mogę przestać itd. Powodów może być naprawdę dużo. Jeśli jednak taka sytuacja będzie powtarzać się dość często, Twoje ciało znajdzie wreszcie inny sposób, tym razem już mniej dla Ciebie przyjemny, aby powiedzieć Ci, że mocno sobie szkodzisz. W tej sytuacji może rozwinąć się niestrawność, zaparcia, biegunki i inne choroby układu pokarmowo-jelitowego. W następnej kolejności mogą pojawić się np. wrzody żołądka, a stąd droga do poważnej choroby nie jest już tak odległa. Z tego właśnie powodu bądź uważny na sygnały, które wysyła Twoje ciało. Ono komunikuje się z Tobą cały czas. Najpierw szepcze, potem mówi, a na końcu krzyczy.


Zwykliśmy często traktować nasze ciała jak maszyny, które bez względu na to, jak się z nimi obchodzimy, mają działać i już. Niestety z takim podejściem, nawet najbardziej zdrowe zmiany w Twoim życiu mogą nie zadziałać, jeśli nie będziesz słuchać swojego ciała i odpowiadać na jego potrzeby. Kluczem jest reagowanie na sygnały ciała dotyczące przede wszystkim: pragnienia, głodu, wydalania, zmęczenia, snu, a nawet ziewania czy kichania. Według Ajurwedy podstawą zachowania dobrego zdrowia jest odpowiadanie na te podstawowe potrzeby ciała, podczas gdy ich hamowanie mocno zaburza naszą równowagę, w konsekwencji prowadząc do chorób. Dlatego, reagowanie na wiadomości płynące z naszego ciała jest tak ważne. A szczególnie w sytuacji, kiedy wprowadzasz nowe nawyki do swojego życia. To właśnie subtelne przekazy organizmu będą Cię informować o tym, które zmiany są dla Ciebie korzystne, a które nie. Nigdy nie wiesz, jak organizm na daną nowość  zareaguje, dlatego wsłuchuj się w to, co mówi Twoje ciało i odpowiednio na to reaguj. Jeśli np. podczas picia wody czujesz mdłości, oznacza to po pierwsze, że Twoje ciało jest mocno odwodnione, a po drugie organizm daje Ci znak, że nie możesz wypić naraz dużej ilości wody, bo możesz sobie zaszkodzić. Dlatego, odpowiadając na reakcję ciała, pij mniejsze ilości wody, małymi łykami, ale za to częściej.



    5. Znajdź chwilę dla siebie


 

Nie od dziś wiadomo, że ludzie dochodzą do zdrowia i formy znacznie szybciej, kiedy są zrelaksowani i odprężeni, znajdują się w otoczeniu bliskich osób i w przyjaznej atmosferze. Z tego właśnie powodu osoby chore, szybciej dochodzą do zdrowia w domu, otoczone troską i miłością, w atmosferze bezpieczeństwa. Kiedy jednak organizm znajduje się w warunkach stresu, włącza tryb ‘walcz i uciekaj’, który pozostaje aktywny do momentu, kiedy stres nie przeminie. Paradoksalnie, już sam fakt przebywania w szpitalu może być mocno stresujący i wyłączyć reakcję leczniczą ciała na długo. 



Dziś, bardzo wiele osób znajduje się w ciągłym stresie i tak właśnie funkcjonuje na co dzień, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Stres nie jest zły i często bardzo potrzebny, ponieważ wydzielane hormony stresu takie jak adrenalina czy kortyzol mobilizują organizm do podjęcia stosownych działań np. do ucieczki przed pożarem czy innym niebezpieczeństwem, aby ochronić Twoje zdrowie i życie. Tu jednak rola stresu się kończy. Ma on pozytywny wydźwięk tylko pod warunkiem, że trwa krótką chwilę, bo po tej krótkiej chwili ciało jest w stanie szybko odzyskać równowagę. W taki sposób zostało zaprojektowane. Jeśli jednak odczuwany stres jest permanentny, mocno obciąża nasze ciała i nie pozwala dojść do zdrowia czy formy, jednocześnie odbierając radość życia. Dlatego, kiedy zaczniesz dokonywać zmian w swoim życiu, zwróć większą uwagę na to, aby czuć się komfortowo, nie tylko fizycznie. Zadbaj o dobrą, pozytywną atmosferę wokół siebie. Świadomie unikaj stresu i osób, które w ten sposób na Ciebie działają. Nie bierz wszystkiego na swoje barki – pozwól innym też się wykazać. Poświęć sobie codziennie chociaż kilka minut na to, aby pobyć ze sobą sam na sam. Odłącz się od telefonu, komputera, telewizora, znajdź spokojne miejsce, gdzie możesz pobyć sam. Wystarczy nawet 10, 15 minut każdego dnia. Możesz wtedy czytać, wyjść na spacer, ćwiczyć lub po prostu pobyć w ciszy albo też zrobić coś, co przynosi Ci radość i satysfakcję. Skup się po prostu trochę bardziej niż zwykle, wyłącznie na sobie. Postaraj się być bardziej uważny. Spędzaj więcej czasu na łonie natury - nic tak wspaniale nie relaksuje. Kiedy jesteś na świeżym powietrzu, włączaj maksymalnie swoje zmysły, tak abyś poczuł wiatr we włosach, promienie słońca na skórze i usłyszał szum drzew. Twoje ciało na pewno Ci za to podziękuje, a zmiany, które wprowadzisz będą bardziej skuteczne i szybciej pozwolą Ci osiągnąć rezultaty.



    6. Unikaj krytyków!


 

Rozpoczęcie drogi ku zdrowiu wiąże się z wieloma wątpliwościami i dylematami. Musisz być tego świadomy już na samym jej początku, ponieważ ta świadomość pomoże Ci uchronić się przed wieloma wpływami zewnętrznymi, które łatwo mogą odwieść Cię od podjętych działań i postanowień. Jeśli jesteś mocno przekonany i odpowiednio zmobilizowany do poczynienia zmian w swoim życiu (nawet jeśli droga, którą idziesz nie jest Ci do końca znana), musisz być ich maksymalnie pewien w każdym momencie, bez względu na to, na jakim etapie się właśnie znajdujesz. Nie możesz mieć jednocześnie dwóch zdań na jeden temat. Jeśli wiesz i czujesz głęboko, że zdrowie to ścieżka, którą chcesz podążać, a zmiany, które inicjujesz są dokładnie tym, czego  potrzebujesz i co podpowiada Ci własna intuicja i serce - trwaj w tym. Jesteś bowiem jedyną osobą, która zna odpowiedź na wszystkie pytania i wątpliwości. To właśnie Twoja intuicja i wszelkie odczucia, w połączeniu ze zdobywaną wiedzą przyniosą Ci rozwiązania, których szukasz. I nikt ani nic nigdy nie znajdzie dla Ciebie lepszej odpowiedzi niż Ty sam, bo tylko Ty znasz siebie najlepiej. Chodzi o to, że kiedy zaczniesz wprowadzać zmiany do swojego życia, w każdej chwili możesz być narażony na obcowanie z ludźmi i/lub na sytuacje zewnętrzne, które mogą na Ciebie mocno wpływać, powodując w Tobie tysiące wątpliwości, zagubienie i strach. Jest wtedy duża szansa, że ulegając im, łatwo się poddasz i porzucisz podjęte działania, pozostając jednocześnie z uczuciem niespełnienia i frustracji oraz odczuwając głęboki dysonans między tym, czego naprawdę pragniesz, a tym, co wymusza na Tobie otoczenie. Twój cel jest jednak inny, dlatego mimo wszystko spróbuj podążać właśnie za nim.


Wiele osób bardzo łatwo poddaje się ogólnie panującym trendom i wzoruje się na osobach, które, w ich mniemaniu, stanowią autorytet, nie oglądając się zupełnie na własne odczucia i potrzeby. Tak niestety funkcjonuje dzisiejszy świat, skupiając niemal całą swoją uwagę na czynnikach zewnętrznych. Wsłuchiwanie się w siebie i w rezultacie usłyszenie swoich autentycznych potrzeb to trudna sztuka. Osobiście, nauczenie się jej zajęło mi sporo czasu. Poruszam ten temat, ponieważ mocno mnie dotyczy i może również spotkać Ciebie. W moim przypadku, bardzo bliska mi osoba wiele razy, w mojej drodze do zdrowia próbowała przekonywać mnie o bezsensowności i bezcelowości podjętych przeze mnie działań, mocno je krytykując i udowadniając mi ich szkodliwość. Takie zachowania budziły we mnie ogromne wątpliwości, zagubienie, strach i frustrację. Co jeszcze gorsze, osoba ta nie próbowała mnie nawet zrozumieć czy chociażby wysłuchać. Miała własne zdanie (wiem, że nie poparte żadną wiedzą) i żadne argumenty do niej nie trafiały. W rezultacie, jedyne co była w stanie osiągnąć to swoja własna irytacja i agresja, a moje emocjonalne oddalenie, jeszcze większa frustracja, zagubienie, niezrozumienie i… samotność. ‘Zasiej ziarno wątpliwości, a szybko zbierzesz plony’. O tej gorzkiej prawdzie musiałam niestety przekonać się na własnej skórze. Jak się na szczęście później okazało wyłącznie po to, by tym bardziej docenić… siebie. Przestałam po prostu się tłumaczyć, kierując swoją uwagę wewnątrz siebie, w stronę własnych odczuć i potrzeb. Dość szybko potwierdziło się, że była to słuszna decyzja.


 Na tamten czas bardzo trudno było mi zrozumieć takie zachowania, dlatego uczucie rozgoryczenia towarzyszyło mi dość długo. Bo dużo trudniej jest realizować swój cel, stojąc zupełnie samotnie, w szponach krytyki, bez jakiegokolwiek wsparcia. Mimo to, nie poddałam się i nadal nie poddaję, głównie dzięki swojemu upartemu charakterowi, skupianiu się na własnych priorytetach, ale przede wszystkim dzięki głębokiej wierze w to, że to co robię ma naprawdę sens. Powiem więcej – jestem tego bezczelnie, wręcz arogancko pewna! A potwierdzeniem są efekty, które osiągnęłam. Dziś, nie winię tej osoby za opisane zachowania, bo wiem, że ich powodem była niewiedza i niezrozumienie. Tak już jest ten świat urządzony, że zwyczajnie boimy się tego, czego nie znamy i nie rozumiemy. Mój odbiór tej sytuacji wtedy a dziś znacznie się zmienił, reprezentując po drodze cały wachlarz  przeróżnych emocji: od głębokiej urazy, żalu i rozgoryczenia po współczucie zarówno dla tej osoby jak i dla samej siebie, wybaczenie i na końcu wdzięczność. Skrajnie negatywne emocje ewoluowały z czasem w  wysoko wibracyjną wdzięczność.  Potrzebowałam na to dużo czasu, ale... TAK! Dziś jestem tej osobie wdzięczna, bo dzięki niej wiele zrozumiałam i wiele się nauczyłam, nie rezygnując przy tym z własnych celów. Wniosek? Tylko trudne sytuacje sprzyjają rozwojowi;).


Podsumowując ten wątek, jedyne, co mogę Ci doradzić to nie informuj o swoich zmianach wszem i wobec. A najlepiej w ogóle się tym nie chwal, tylko po prostu rób swoje i nie oglądaj się na innych. Bądź jak Adam Małysz! Zbuduj swoją małą przestrzeń, do której dostęp będą mieć tylko wybrane przez Ciebie osoby. Ty decydujesz. Zaufaj sobie i własnym odczuciom. Chroń siebie i nigdy się nie tłumacz. Nie daj się wciągać w żadne dyskusje z osobami, które zwyczajnie są zazdrosne lub które, z powodu swojej niewiedzy będą próbować forsować różne argumenty do momentu, w którym padniesz pokonany. Abyś czuł się pewniej, znajdź w swoim otoczeniu lub nawiąż znajomości internetowe z osobami, które kroczą tą samą drogą co Ty.



    7. Bądź odkrywcą!


 

Żyjemy w czasach, w których mamy ogromny dostęp do szerokiego asortymentu oferowanych nam produktów i usług oraz wszelkiego rodzaju informacji i edukacji. I to jest doskonała wiadomość. Ale jest jeszcze druga, niestety już nie tak radosna. Mianowicie, wiele osób uznaje to, co się nam oferuje i sprzedaje oraz to, czego się nas uczy za jedyną i słuszną prawdę. Codziennie się czegoś uczymy i czegoś dowiadujemy głównie z telewizji, radia i internetu. Kupujemy żywność, leki, kosmetyki, sprzęty codziennego użytku, ubrania, artykuły gospodarstwa domowego, nie zastanawiając się kompletnie, jaki mają wpływ na nasze zdrowie czy samopoczucie. Coraz częściej i chętniej korzystamy ze zdobyczy cywilizacji jakimi są nie tylko artykuły spożywcze, jak chociażby wspomniany ryż i kasze w plastikowych woreczkach czy sztuczne sosy i zupy w torebkach, ale też artykuły gospodarstwa domowego jak np. kuchenki mikrofalowe i wiele, wiele innych, nie zadając sobie nawet pytania, czy jest to nam tak naprawdę niezbędne do życia. Są to rzeczy, z którymi mamy styczność wiele razy w ciągu każdego dnia, aby móc funkcjonować w ‘cywilizowany, nowoczesny sposób’. Chętnie z nich korzystamy, bo nie oszukujmy się, w dzisiejszym zabieganym świecie, bardzo ułatwiają życie. Ja również jestem zwolenniczką ułatwiania sobie życia, ale nie za wszelką cenę.  Każdej nowości, pojawiającej się na naszym rynku przyglądam się z dużą ciekawością, ale też ostrożnością. Nie skreślam jej od razu. Najpierw zastanawiam się, czy ta rzecz jest mi niezbędna do życia, potem, czy mogę jej używać w miarę bezpiecznie no i przede wszystkim jaki może mieć wpływ na moje zdrowie. A kiedy dowiaduję się czegoś nowego, co jest zupełnie odmienne od tego, w co wierzyłam do tej pory lub z czym absolutnie się nie zgadzam, zadaję sobie pytanie: ‘a co, jeśli to jest/nie jest prawda?, ‘a co, jeśli to ja się mylę?’. To pytanie pozwala mi zachować otwarty umysł i wyzwala we mnie naturę odkrywcy. Poszukuję odpowiedzi po to, by ostatecznie dotrzeć do własnej prawdy.



 Dlaczego jednak większość ludzi nie zadaje sobie takich pytań? Dlaczego nie próbujemy się nad tym nawet zastanowić? Bo wierzymy, że to, co kupujemy i czego się nas uczy jest dla nas dobre i nie może nam szkodzić. Dla potwierdzenia tej tezy opowiem Ci krótką historię, która przytrafiła mi się jakiś czas temu. Mianowicie, chcąc ‘oświecić’ swojego znajomego, że produkt, który właśnie kupił, nie jest zdrowy, usłyszałam odpowiedź, która wtedy mocno mnie zszokowała. Brzmiała ona mniej więcej tak: ‘No coś Ty, skoro ktoś to sprzedaje ludziom, to nie może być takie niezdrowe jak mówisz’. Grzmotnęło mną porządnie, bo w tym momencie uświadomiłam sobie trzy ważne rzeczy. Pierwsza to taka, że wielu ludzi żyje kompletnie nieświadomie. Druga, wynikająca z pierwszej: każdy (kto tego chce) musi samodzielnie i we własnym tempie wspinać się na kolejne poziomy świadomości poprzez własne doświadczanie i odczuwanie wszystkiego, cokolwiek spotka na swojej drodze. Tylko tak można uczyć się i wzrastać. I nie da się tego nijak przeskoczyć. Dlatego, jakiekolwiek próby przyspieszania czyjegoś rozwoju poprzez doradzanie, ocenianie czy krytykowanie zawsze będą kończyć się fiaskiem, ponieważ osoba mniej świadoma jest po prostu nie gotowa na informacje, których jeszcze nie przerobiła. I to jest jak najbardziej OK! Bo każdy z nas startuje z innego levelu i u każdego wzrastanie i budowanie świadomości odbywa się inaczej – wolniej lub szybciej. Dlatego, jedyną słuszną rzeczą, którą możesz zrobić w takiej sytuacji jest skupienie się na własnym rozwoju, którego efekty mogą dla takiej osoby okazać się najpotężniejszą motywacją. I trzecia rzecz, dużo bardziej dla mnie przykra i smutna niż dwie pierwsze to taka, że jeśli spróbujesz, w jakikolwiek sposób, sprzedać komuś zapobiegliwość w kwestii zdrowia, jesteś z góry skazany na niepowodzenie. To jak walenie głową w mur w nadziei, że zacznie kruszeć, by ostatecznie runąć. Nic bardziej mylnego. Głęboko zakorzenione w nas przekonania, programy, które mamy zakodowane od dziecka, nie znikną w cudowny sposób z powodu jednego odmiennego zdania, czy nawet całego wykładu choćby największego autorytetu, czy  najbardziej szanowanej i ubóstwianej przez Ciebie osoby, dopóty, dopóki Ty sam nie zaczniesz być świadomy. Z tego właśnie powodu, swoją opinię wygłaszam tylko wtedy, gdy zostanę o to poproszona.



Z przytoczonej historii płynie prosty wniosek - każdy własną prawdę musi odkryć sam. Nie ma innej drogi. Dlatego, na początek, zdobądź podstawową wiedzę na temat produktów, które jesz i używasz. Nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. Zaufaj wyłącznie sobie i bądź odpowiedzialny za swoje decyzje. Ucz się i edukuj. Czytaj, słuchaj, oglądaj, pytaj, filtruj, wyciągaj wnioski i kreuj własną rzeczywistość. Korzystaj z wielu źródeł. Czasem jedno przypadkiem zasłyszane zdanie (choćby od Pani Wiesi z warzywniaka) może zmienić Twoje życie. Dlatego wychodź poza ramy swojej dotychczasowej wiedzy, nie tylko na temat zdrowia. Nie bierz wszystkiego takim, jak Ci się mówi, że jest - zostaw odrobinę przestrzeni na własną, popartą wiedzą opinię. Zmień spojrzenie i perspektywę. Otwórz umysł. Niech pytanie: ‘a co jeśli…?’ będzie Twoim zdrowotnym przewodnikiem. 



Celem tego artykułu było zachęcić Cię do podjęcia zmian w stylu życia i mam nadzieję, że przedstawione wskazówki będą dla Ciebie jakąś podpowiedzią i okażą się pomocne. Z czasem, to nie ja, a Twoja intuicja, zdrowy rozsądek i ciało będą podpowiadać Ci, co jest dla Ciebie najlepsze. Pozostań więc czujny i wierny sobie! 


zmiana stylu życia

Copyright © zorientowana.pl , Blogger